poniedziałek, 3 lutego 2014

01: "Myślałaś, że nam uciekniesz?!"

~Elizabeth~


Razem z moimi przyjaciółkami: Carrie i Sophie zmierzałyśmy w stronę pracowni biologicznej, gdzie miałyśmy następną lekcję.

Ledwo, co przebierałyśmy nogami. Jednak wf z panem Collins'em, potrafi dać w kość.
Próbowałyśmy właśnie wdrapać się po schodach, co było nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę, to, że w ogóle nie czułyśmy kończyn.

Mówiłam już, jak bardzo nienawidzę wf?! I nie rozumiem, dlaczego my ćwiczymy, wylewamy siódme poty, i dajemy z siebie wszystko, a klasowe "plastiki", przez całą lekcję siedzą na ławce, a ich częste wymówki?! Bo złamie mi się paznokieć, bo nóżka mnie boli... Przecież to żałosne!
- Co czarownico, nóżki bolą?! - zapytała z kpiną Alex, która żwawym krokiem, ale "z gracją", próbowała nas wyprzedzić.
- Skoro ona jest czarownicą, to uważaj, żeby cię nie zamieniła w żabę! - powiedziała Carrie, stając naprzeciwko Aleksandry, i z wyższością patrząc jej w oczy. - Bu! - szepnęła, a "Barbie", wzdrygnęła się i pobiegła, ciągnąc za sobą Zoe.

Popatrzyłyśmy po sobie, a potem wybuchłyśmy śmiechem. Jak my uwielbiałyśmy nabijać się z ich naiwności.
- Ej, dziewczyny, spokój! - powiedziała Soph, próbując się uspokoić, a gdy już jej się to udało, spytała: - Słyszałyście o tych "tajemniczych" morderstwach na Wallington Street? Chore, nie?
- Według mnie, niektórzy po prostu myślą, że są lepsi i silniejsi od innych, jak zaszpanują, że potrafią wyjąć pistolet i strzelić w kogoś.... - mruknęłam, ale tak naprawdę sama się bałam tego, co ostatnio dzieje się w mieście.... Ludzie boją się wychodzić z domów, bo nigdy nie są stuprocentowo pewni, że do nich wrócą!
- Niechętnie, ale muszę ci powiedzieć, że masz rację.... - szepnęła Car. - To, co dzieje się w Mullingar, zdecydowanie nie jest normalne!
- W sobotę zamordowali moją sąsiadkę! Kobieta miała z 70 lat i była najmilszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam! A na domiar złego, mama nic o tym nie wiedziała, i wysłała mnie do babci, na drugi koniec miasta. Czułam się, jak Czerwony Kapturek! Poruszałam się w "paszczy wilka"!
- Dlaczego w "paszczy wilka"? - spytałam zaciekawiona.
- Dziewczyny, sorry, że wam przerwę, ale ta twoja sąsiadka nie mogła być najmilszą osobą, jaką znasz.... - powiedziała po chwili namysłu Carrie.
- Jak to? - szepnęła Sophie.
- Co "jak to"? Przecież znamy już niejaką pannę Aleksandrę Reggson. - powiedziała poważnym tonem, po czym wybuchłyśmy śmiechem.
- Ej, to nie jest śmieszne! - Sophie próbowała zachować powagę, pomiędzy salwami chichotu. - Carrie! - dopiero te słowa sprowadziły nas na ziemię.
Już miałyśmy skręcać w korytarz z pracowniami do przedmiotów ścisłych, gdy nagle zobaczyłam w rękach chłopaka z równoległej klasy, gazetę o dość intrygującym nagłówku.
- Hej! Mogę ją na chwilę zobaczyć? - wskazałam na gazetę, i uśmiechnęłam się najładniej, jak umiałam.
- Jasne... - chłopak nie zdążył odpowiedzieć, bo jego czasopismo, już znalazło się w moich rękach.

Soph i Car otoczyły mnie po obydwu stronach, zaczynając czytać artykuł:
"Kolejne morderstwa w Mullingar"
Tak brzmiało hasło nagłówka! Pod nim znajdowała się długa lista osób zamordowanych w ciągu tego tygodnia i zdjęcie. Szczerze, to wolałabym na nie, nie patrzeć, gdyby nie fakt, że skądś znałam te rysy twarzy, i miejsce, w którym leżała.
- Charlie... - szepnęła przerażona Carrie.
- Kto? - zapytałam zdziwiona.
- Charlotte Green..., no wiesz, z rocznika młodszego od nas, chodzi...
- ... na kółko dziennikarskie. - dokończyłam. Wiedziałam, kim była Charlie, tylko to zdjęcie przyćmiło moje logiczne myślenie. Chodziłyśmy razem na te zajęcia. Raz miałyśmy nawet napisać razem jakiś reportaż! Jakim cudem ta nieśmiała dziewczyna, o wielkim harcie ducha, nie żyje? Przecież...
- Przecież ona skończyła lekcje, godzinę temu! - powiedziałam z pretensją w głosie. Moje przyjaciółki tylko to potwierdziły. - O, Boże! - zakryłam usta dłonią, i kręciłam głową z niedowierzaniem.
- Dzięki za gazetę! - szepnęła Sophie, i oddała ją temu chłopakowi.
- Przecież, przecież..., ona miała całe życie przed sobą! - pisnęłam żałośnie, a łzy bezradności zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nie płacz, Lizzie! - Car pocieszająco mnie przytuliła.
- To, co dzieje się w tym mieście, jest chore. - powiedziałam. - Chore! - podniosłam głos, przez co kilkoro uczniów dziwnie się na mnie popatrzyło.
- Liz, Liz! - usłyszałam wołanie. - Liz, mam pytanie! - wydyszała moja siostra, kiedy znalazła się obok mnie.
- Co? - mruknęłam zgaszona.
- Czy Emilie może z nami dzisiaj wracać do domu? No, wiesz, samochodem? Bo jej nie ma kto zabrać, a jazda autobusem, może być niebezpieczna.
- Jasne. - powiedziałam obojętnie. W tej chwili usłyszałam cichy dźwięk piosenki "Holiday" Green Day'a. Pokazałam mojej siostrzyczce, żeby przez chwilę była cicho, po czym odebrałam połączenie.
"- Halo?
  - Cześć córciu! Posłuchaj, musicie wrócić do domu komunikacją miejską, bo my z tatusiem, mamy ważne spotkanie, i musieliśmy wyjechać do Liverpool'u. Nie gniewaj się!
- Jasne, to nie wasza wina... - mruknęłam.
- Cieszę się, że rozumiesz! Muszę kończyć! Pa! - po chwili rozległ się dźwięk przerwanego połączenia."
- Pa. - powiedziałam sama do siebie i schowałam telefon do kieszeni.
- Co chciała mama? - zapytała Rose.
- Mówiła, że musieli wyjechać, i że my, tak jak Emilie musimy wracać do domu busem!
- Jak to?! - pisnęła.
- Daj spokój! Co takiego może się stać? - spytałam chociaż w mojej głowie już przelatywały stada czarnych scenariuszy.
- Wiesz przecież... - mruknęła Rosalie.
- Będzie dobrze! - starałam się uśmiechnąć, ale chyba nie wyszło mi to przekonująco. - A teraz zmykaj na lekcje!
(...)
Rose, tak jak obiecała, czekała w szatni, aż skończę lekcje. Szybko podała mi kurtkę i pociągnęła za rękę.
- Chodź, bo się spóźnimy! - pisnęła i wybiegła przede mną. Włożyłam do uszu słuchawki, a na głowę narzuciłam kaptur.
- Czekaj, bo pod auto wpadniesz! - mruknęłam wlokąc się za nią. Po "cudownym" wf-ie bolała mnie każda część ciała, oprócz tego w nogach miałam takie zakwasy, że zastanawiające było to, dlaczego jeszcze mogłam się poruszyć.
Ale, tym razem Rose miała rację. W ostatniej chwili wsiadłam do autobusu i obolała usiadłam obok zdyszanej szatynki.
- Mówiłam, że się spóźnimy! - mruknęła, ale zostawiłam to bez odpowiedzi. Dziewczyna wzięła sobie jedną słuchawkę i włożyła do swojego ucha.
- Możesz przełączyć? - zapytała.
- Nie. -i na tym skończył się nasz dialog. Z siostrą dogadywałam się w miarę dobrze ( jeśli oczywiście nie brała moich rzeczy bez pytania ), ale, że była straszną gadułą, to wolałam nie poruszać żadnego tematu, ciągnącego się w nieskończoność....
(...)
Wysiadłyśmy na przystanku, który był najbliżej naszego domu.
Popatrzyłam, na polny kawałek, który miałyśmy do przejścia, i ciężko westchnęłam.
Ros złapała mnie pod ramię, i tak zmierzaliśmy do celu.
- Lizzie, a co jeśli coś nam się stanie? - szepnęła dziewczyna, która już od jakiś 15 minut jazdy w niemalże pustym autobusie, cała się trzęsła. Ale miała powody! Byłyśmy na kompletnym pustkowiu, do tego zrobiło się ciemno, bo późno skończyłam zajęcia, a do tego było z -20 stopni na mrozie!
- Wiesz, miejsca takie, jak te, są lubiane przez morderców! - mruknęłam chcąc ją nastraszyć!
- Eli przestań! Nawet tak nie żartuj! - moja siostra była już przerażona. Wzruszyłam ramionami, i spuściłam głowę na moje ośnieżone buty. - Liz, kto tam jest? - po chwili moja siostra, zatrzymała się i zaczęła wpatrywać w określony punkt przed sobą.
- Pewnie ci się zdaje... - mruknęłam, i chciałam ją pociągnąć do przodu.
- Liz.
- No co?
- Patrz. - szepnęła żałośnie, a ja skierowałam swój wzrok, w kierunku, który wskazywała Rose. Rzeczywiście w oddali majaczyły sylwetki dwóch mężczyzn, którzy z każdą chwilą byli coraz bliżej.
Cofnęłam się do tyłu, aby stać przy siostrze. Moje serce biło tak szybko, że myślałam, że zaraz wyskoczy mi na zewnątrz. W buzi całkowicie mi zaschło, a nogi zrobiły się, jak z waty.
- Wiesz, że cię kocham? -szepnęłam w stronę siostrzyczki.
- Ja ciebie też! - pisnęła. Wiedziałam, że strach sparaliżował nas obie. Teraz pozostanie nam tylko czekać na śmierć, która jest bliżej nas z każdą sekundą.
~Louis~

- Kolejna udana akcja! - mruknął Harry, i opadł na sofę, która niepokojąco zaskrzypiała.
- Ta, bardzo.... - powiedziałem ironicznie. - Po co niby obrabywać banki, skoro ludzie, wszystko i tak z nich wybrali?! - zapytałem wnerwiony.
- W sumie..., ale ten przerażony wzrok tych pracownic... bezcenny! - zaśmiał się Hazza.
- Co to za papiery? - spytał Niall, rozkładając się w fotelu z paczką chipsów i puszką coli.
- Nieważne! - warknąłem, i zacząłem je zbierać.
- Te, blondi, jak tak dalej będziesz zdrowo się odżywiać, to szafa trzydrzwiowa pozazdrości ci twoich wymiarów! - lokowaty złośliwie się uśmiechnął i poszedł do kuchni.
- A tak, apropo! Gdzie Liam? - westchnął Zayn, ściągając kominiarkę, i pomagając mi zbierać papiery ze stołu.
- Co to za ludzie? - zapytał zaciekawiony, przeglądając wcześniej zgarnięte przez siebie kartki papieru. - I co oznaczają przy nich cyfry: 2, 14, 9, 18?!
- Nie powinno cię to interesować! - warknąłem, wstając i zabierając mu kartki.
- Mimo wszystko, wszyscy jedziemy na jednym wózku, więc miło by było, gdybyś informował nas o swoich zamierzeniach! - podniósł głos.
- Są to listy najbogatszych ludzi mieszkających w Irlandii! Zadowolony?! - syknąłem wściekły.
- Po co ci to? - zapytał wyraźnie zdziwiony.
- Właśnie, po co? - zapytał Harry, który wrócił do salonu, ze szklanką wypełnioną jakimś płynem... Whisky.... Takie małe uzależnienie Styles'a.
- Ty się nie interesuj! - warknąłem.
- Liam jest zajęty zatuszowywaniem naszej kradzieży! - wypalił ni z tego, ni z owego Niall. Wszyscy popatrzyliśmy na niego, jak na idiotę, i wróciliśmy do poprzedniej konwersacji.
- Po co ci to?! - krzyknął Malik.
- Bo może nie zauważyłeś, ale brakuje nam pieniędzy! ... Co ten kryzys robi z człowiekiem... - fuknąłem pod nosem.
- I co zamierzasz Sherlok'u?! Wiesz ile oni mają zabezpieczeń, ochrony, sejfów, i tych innych badziewi?!
- Cyfry, to pozycje jakie zajmują! - zignorowałem jego uwagę i kontynuowałem. Malik może był mądry, ale ja byłem sprytny, więc nie miał, co mi podskakiwać!
- Jak to? - zaciekawił się Harry.
- W takim razie, gdzie numer 1? - zapytał Zayn, tym razem ignorując Harry'ego, co nieźle go wkurzyło. Wyjąłem kartkę z kieszeni spodni i podałem ją mulatowi.
- Mark i Annabeth Carter, 40 i 41 lat, prawnicy, najbogatsi ludzie w Irlandii...
- Wyjechali do Anglii na szkolenie, czy coś takiego... - mruknął Niall.
- I dobrze! - wykrzyknąłem, i udając radość, klasnąłem w dłonie.
- I co cię tak cieszy, idioto? - mruknął Harry.
- Co?! A może fakt, że zostawili swoje córeczki... same... w Mullingar..., mieście ŚMIERCI!
- Zamieniam się w słuch! - powiedział szatyn.
- Pamiętacie, co było, gdy urodziła się ta pierwsza? Moja matka była prawnikiem, więc czasem podsłuchiwałem co mówiła. - na chwilę urwałem, zagryzłem dolną wargę, i ze świstem wypuściłem powietrze. - Rozpieszczali to dziecko, spełniali każdą jej zachciankę. Myślicie, że teraz jest inaczej?
- Nie rozumiem.... - stwierdził Malik.
- Daj mi dokończyć! ... A gdyby ją tak porwać?!  Zdajecie sobie sprawę z tego ile kasy zapłacą za oddanie jej?
- Ta..., i ile policji wynajmą.... - mruknął pod nosem, potem dodał nieco głośniej. - Naprawdę, nie chcę narażać się na trafienie do paki! A myślisz, że oni nie wezwą policji?! To prawnicy! A, wiesz, ile już nam grozi?! Morderstwa, kradzieże, a to tylko część! Namierzą ją, a przez to my trafimy do kicia!!! - zbulwersował się.
- To urocze, że myślisz, że mogą nas złapać. - podsumowałem jego monolog.
- Louis... - westchnął.
- Harry! - zignorowałem bruneta. - Wchodzisz w to?!
- Porwanie? - udał chwilę namysłu. - Jasne, chłopie!
- Teraz tylko musimy wykapować, jak dostać się do jej domu....
- Nijak, wraca dzisiaj sama do domu..., możecie ją porwać po drodze.... - mruknął Niall, nadal oglądając telewizję.
- Skąd ty to niby wiesz?! - bąknąłem niechętnie.
- Podsłuchałem jej rozmowę z siostrą! - podniosłem jedną brew do góry. - No, co?! Nudziło mi się.... - wzruszyłem tylko ramionami.
- Ruszaj tyłek, Styles!
- Czemu?
- Idziemy po panienkę Carter! - uśmiechnąłem się złowieszczo.
- Nóż, czy pistolet? - warknął, leniwie schodząc z kanapy.
- Obydwa! - syknąłem i wyszedłem z domu. 
~Elizabeth~
Mężczyźni stali dokładnie na przeciwko nas. Niczym się nie wyróżniali od normalnych facetów, z wyjątkiem tego, że jeden miał burzę loków na głowie....
- Przepraszam... - szepnęłam, i usiłowałam ich wyminąć, gdy nagle poczułam mocny ucisk na nadgarstku. - Auć! - pisnęłam.
- Nigdzie nie idziesz! - warknął mężczyzna z lokami, i zacieśnił ucisk.
- Lizzie! - krzyknęła moja siostra, która trzymana była przez tego drugiego. Próbowałam się wyrywać, ale nic to nie dało. Nim zdążyłam się namyślić, kopnęłam chłopaka w krocze. Ten zawył z bólu, a jego wspólnik był tak zdziwiony, że przez przypadek puścił Rose.
- Rosie, uciekaj! - wrzasnęłam, a sama zaczęłam biec w przeciwnym kierunku, nie oglądając się za siebie.
- Łap ją idioto! - powiedział ten drugi.
Biegłam, przed siebie. Nic nie widziałam, bo było ciemno. Nagle potknęłam się o coś, i mocno upadłam na ziemię. Cicho zawyłam z bólu, jaki odczuwałam w lewej dłoni. Poczułam coś ciepłego płynącego po niej. Krew. Bolało.
I w momencie, kiedy już chciałam się podnieść, i uciekać, poczułam mocnego kopniaka w żebro, a po chwili ktoś usiadł na mnie okrakiem.
- Myślałaś, że nam uciekniesz?! - wysyczał lodowatym tonem. Po chwili przyłożył coś metalowego do mojej szyi. O, Boże! On miał broń!
Złapał moją dłoń i przejechał po niej ostrzem, powodując, że z rany zaczęło sączyć się jeszcze więcej czerwonej cieczy. Syknęłam z bólu.
Szarpałam się i krzyczałam, aż ktoś zatkał mi usta, czymś mokrym i dziwnie pachnącym. Po chwili zaczęło mi się kręcić w głowie, a potem..., potem "zgasło mi światło".
~Rose~


Zatrzymałam się dopiero, przed drzwiami jakiegoś domu. Zadzwoniłam dzwonkiem, i czekałam, aż ktoś mi otworzy. Ciężko dyszałam po kilku kilometrach biegu.
Po chwili drzwi otworzyła młoda kobieta,w fartuchu, i przyglądała mi się podejrzliwie.
- Porwali ją! - wydusiłam z siebie, po czym z braku sił osunęłam się na ziemię przykrytą śnieżnym puchem.


"Im większe w człowieku wewnętrzne roz­bi­cie, poczu­cie włas­nej słabości, niepew­ności i lęk, tym większa tęskno­ta za czymś, co go z pow­ro­tem sca­li, da pew­ność i wiarę w siebie."

                                                                                                           Antoni Kępiński












Hej, przychodzę do was dzisiaj z rozdziałem nr 1!!! Podoba wam się? Liczę na szczere opinie i uwagi na temat rozdziału. To naprawdę nakręca do dalszego pisania:)
Dacie radę dobić do 10 komentarzy? Byłabym bardzo wdzięczna za te nabazgrane kilka słów;) Każdy komentarz jest przeze mnie uwielbiany:D Następny rozdział planuję na sobotę, ale to zależy tylko od was, kiedy się pojawi:)
( Nawiasem mówiąc, wielkie podziękowania dla mojego rodzeństwa, które pomagało mi w pisaniu rozdziału:* )
Do zobaczenia,
Natka99<3





wtorek, 28 stycznia 2014

00: Prolog


Kryję twarz za zasłoną rąk,
Gdybym mógł pewnie uciekłbym stąd
Ciągle myślę: Gdzie był błąd?
Gdzie był mój błąd...

Wkoło grzmią kanonady bomb
A mój dom parę kroków stąd
Paru ludzi jeszcze wczoraj ja
Dziś zostałem całkiem sam

Czy los
Przesądzony jest, czy zgubiony jestem już...?
Mój los, zły los…

Bronię tego miejsca jak lew
Za tych co przelali tu krew
Jeszcze dzień może wytrwam tu dwa...
Może dwa...

Boże mój, czemu bawią się tak?
W imię czego niszczą mój świat?
I nadzieję na następny dzień
I wiarę...
I wiarę w sens*
Jestem zmęczona trwaniem tu
Stłumiona przez wszystkie me dziecięce lęki
I jeżeli musisz odejść
Pragnę, byś po prostu odszedł
Ponieważ Twoja obecność wciąż tu ciąży
I nie zostawi mnie w spokoju

Te rany zdają się nie goić
Ten ból jest po prostu zbyt prawdziwy
Tego jest tak wiele, że czas nie może wszystkiego wymazać

Gdybyś płakał, otarłabym każdą z Twoich łez
Gdybyś krzyczał, walczyłabym z każdym z Twoich lęków
I przez te wszystkie lata trzymałam Cię za dłoń
Jednak Ty wciąż masz połowę mnie

Zwykłeś mnie urzekać
Swym niesamowitym blaskiem
Ale teraz jestem związana przez życie, które pozostawiłeś
Twoja twarz nawiedza, niegdyś moje najprzyjemniejsze sny
Twój głos wypędził ze mnie cały rozsądek**
Pozwalam sobie marzyć i nie zgadzać się z tymi pustymi kłamstwami
To świt reszty naszego życia
Na wakacjach

Usłysz bęben bijący nie do rytmu
Kolejny protestant przekroczył linię
Żeby znaleźć
Pieniądze po drugiej stronie
Czy mogę dostać kolejne Amen?
Jest tam flaga owinięta wokół spisu ludzi
Knebel
Plastikowa torba na pomniku***
Myślę... myślę, że skoro wszystko jest skończone,
To po prostu powraca w migawkach, wiesz?
To jak kalejdoskop wspomnień.
Po prostu wszystko wraca. Ale on nigdy tego nie robi.
Myślę, że część mnie wiedziała od chwili gdy go ujrzałam, że tak się stanie.
To nie istotne co on powiedział, ani co zrobił.
To było uczucie, które nadeszło wraz z nim.
I szaloną rzeczą jest to, że nie wiem czy kiedykolwiek będę znów czuła w ten sposób.
Ale nie wiem czy powinnam.
Wiedziałam, ze jego świat porusza się zbyt szybko i płonie zbyt jasno.
Ale po prostu pomyślałam, jak diabeł może ciągnąć cię w stronę kogoś kto wygląda jak anioł kiedy się do ciebie uśmiecha?
Może on wiedział to od kiedy mnie zobaczył.
Wydaje mi się, że po prostu straciłam równowagę.
Myślę, że najgorszą częścią tego wszystkiego nie było to, że straciłam jego.
Tylko to, że zgubiłam siebie.


Żadnych przeprosin

On nigdy nie dostrzeże, że płaczesz
Udaje, iż nie wie
Że to on jest przyczyną
Tego, że toniesz, toniesz, toniesz

Z zasłyszanych plotek wiem
Że już zapomniałeś o mnie
Pozostanę jedynie twoją kolejną zdobyczą
Teraz to widzę, teraz to widzę, teraz to widzę****
Przez całe życie obwiniamy, kogo się da, i o co tylko się da.
O to, że nie pasuje nam pogoda,
o to, że dostało się dwójkę z fizyki,
o to, że bluzka się sprała podczas prania...
A, tak naprawdę nie wiemy, że powinniśmy każdego dnia dziękować wszystkim ludziom, którzy nas otaczają, za to, że są. Że nas wspierają. Podnoszą nas, gdy upadniemy i stracimy sens życia...
... Bo w każdej chwili możemy stracić!
Stracić wszystko.
Wszystko, czym do tej pory żyliśmy!
Wszystko, co kochaliśmy!
Wszystko, na czym nam zależało!
A, wtedy już nie będzie tak wesoło. Nadejdzie ból, cierpienie, niewyobrażalne męki, aż w końcu...
ŚMIERĆ!
Każdego dnia ktoś wokół nas umiera, ludzie bez przerwy borykają się ze stratą ludzi, których kochają, dlatego...
Niezauważalne rzeczy, jakie możemy podarować drugiemu człowiekowi, są wszędzie. Wystarczy tylko wyciągnąć po nie rękę, i odwdzięczyć się za dobro świata, chociażby jednym uśmiechem, bo...
NIM SIĘ SPOSTRZEŻESZ WSZYSCY ZNIKNĄ,
A...
TY ZOSTANIESZ CAŁKIEM SAM....
No..., może nie całkiem, bo... zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli cię zniszczyć, zabić,
SZCZEGÓLNIE W TAKIM MIEŚCIE, JAK TO!
Jestem Elizabeth, dla przyjaciół Lizzie.... A to moja historia....
* Dżem "Partyzant"
** Evanescence "My immortal"
*** Green Day "Holiday"
**** Taylor Swift "I knew you were trouble"
Hej, i mamy prolog:). Mam nadzieję, że się spodoba, bo włożyłam w nie całe serducho<3. Jak mnie proszono, tak macie "opowiadanie nr 5", więc....
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
To... do zobaczenia:) ( 10 komentarzy = 1 rozdział ), zależy mi na waszych opiniach:),              
Natka99<3

niedziela, 26 stycznia 2014

Bohaterowie

Jade Thirlwall as Elizabeth ( Lizzie, Liz, El ) Carter
17 lat


  

"Kiedy nie masz już na nic siły i zamierzasz się poddać,
zwyczajnie chcesz umrzeć, to...
pomyśl o tych wszystkich ludziach,
którzy cię kochają, i którym na tobie zależy.
Pomyśl o tych, których kochasz ty...,
...gorzej jeśli osoba,
którą darzysz uczuciem,
jest twoim, osobistym KATEM!"









Katelyn Tarver as Rosalie ( Rose ) Carter
16 lat


"Nie możesz wymyślić nic innego?!
Twoje wymówki są po prostu głupie!
Zamiast pobiec i ratować tych ludzi,
póki jeszcze żyjemy,
ty tchórzysz!
Wolisz się schować i przeczekać całą tą sytuację!
Tylko, co jeśli wyjdziesz, a ich już nie będzie?!"






Louis Tomlinson as Louis Tomlinson

24 lata





"Tchórzostwo, to jedna z odmian
strachu.
Im jest on większy,
tym większą przewagę nad tobą ma przeciwnik."


Harry Styles as Harry Styles 
21 lat


  

"Psychopatę od zwykłego człowieka,
można odróżnić w następujący sposób:
zabijanie samo w sobie to nic,
gorzej jeśli zacznie sprawiać ci to przyjemność -
- wtedy wiesz, że jesteś psychopatą."








Niall Horan as Niall Horan

22 lata




"Nie jestem zły.
Nie chcę zabijać.
Ja już po prostu nie umiem inaczej.
To styl bycia i tyle!"

Zayn Malik as Zayn Malik
22 lata



"Twój strach sprawia,
że moja duma i pewność siebie
rośnie w siłę."


Liam Payne as Liam Payne
23 lata



  
"Bycie policjantem - to zawód.
Bycie gangsterem - to dodatkowa przyjemność.

Zabijanie sprawia, że...
... my żyjemy dłużej(?!)"







Logan Lerman as Frank Evergrade

21 lat



"Nigdy nie jest za późno, aby się zmienić.
Nigdy nie jest za późno, aby uświadomić sobie swój błąd.
 Zawsze można wcisnąć na kasecie: "WSTECZ",
zobaczyć, co zrobiło się źle,
i się zmienić!
Nadzieja na zmianę i lepsze życie zawsze jest.
Trzeba tylko chcieć...
... i uwierzyć..."
Diana Agron as Sophie Black
17 lat


"Żyj tak, jakby ten dzień, miałby być twoim ostatnim.
Nie przejmuj się zmartwieniami, bo wtedy dokładasz ich sobie
znacznie więcej!"
Lily Collins as Carrie Johnson
17 lat



"Pomagajmy sobie,
bo kiedyś to my możemy potrzebować pomocy!
Opiekujmy się sobą nawzajem,
bo kiedyś to my możemy potrzebować opieki."







i inni:


 David Beckham as Nick Gordon ( 38 lat ) - szef gangu



Perrie Edwards as Stacy Black (22 lata)



Selena Gomez as Emilie Hander ( 16 lat ) - przyjaciółka Rose






* One Direction nie istnieje!
** Żadna z tych osób w opowiadaniu nie jest sławna!!!










Cześć, kochani!
Witam was serdecznie na moim nowym blogu, o który sami prosiliście:).
Mam nadzieję, że fabuła się wam spodoba....
Prolog planuję na wtorek, więc czekajcie z niecierpliwością:D.
Na 1 blogu rozdział pod koniec tygodnia.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Do zobaczenia,
Natka99<3 

Hej!

Przychodzę do was z nowym blogiem i nową historią!:) Mam nadzieję, że się spodoba.;)