środa, 5 marca 2014

05: "Gdzie jesteś siostro?"

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!:)



~Louis~
Nie pytając o pozwolenie pracowników stacji, udałem się do toalety, i zamknąłem za sobą drzwi. Westchnąłem głęboko, po czym osunąłem się po ścianie na podłogę. Ręką przeczesałem włosy, następnie położyłem ją pod głowę i przymknąłem powieki.
Wszystkie wspomnienia wróciły, uderzając we mnie ze zdwojoną siłą. Po głowie cały czas przemykała mi Lottie, przez co miałem ochotę coś sobie zrobić, aby nie widzieć, TEGO obrazu umierającej dziewczyny. Obiecałem sobie jej pilnować, i nigdy nie dopuścić do tego, aby stała jej się, jakakolwiek krzywda! A co zrobiłem?! Pozwoliłem na to, by umarła! Umarła, przez moją własną głupotę!
Starałem się opanować, to uczucie rozdzierające mnie na tysiące maleńkich kawałeczków.
Odetchnąłem głęboko, po czym wstałem. Tak bardzo chciałem MU teraz przywalić! Ale, jak skoro, znajduje się tak daleko?! Kiedyś go dorwę, ale jeszcze nie teraz. Na razie jestem za słaby.
Wyjąłem z kieszeni pomiętą kartkę, ze zdjęciem Elizabeth. Przez chwilę się mu przyglądałem, po czym schowałem je z powrotem.
Muszę ją chronić, mimo że pragnę JĄ zabić! Czemu? - Dla pieniędzy! Ale co mus, to mus!Zobaczą córunię, dadzą w łapę, a potem kulka w łeb im wszystkim! Tak, to zdecydowanie, bardzo dobry pomysł.

Opuściłem pomieszczenie, i skierowałem się w stronę kas, w celu zakupienia gum do żucia i napoju energetycznego. Wręczyłem jakiejś babie, kilka banknotów i wyszedłem na świeże powietrze. Normalnie , zwinąłbym to, i nikt by nie zauważył, ale nie było sensu się wykłócać. Nie miałem na to siły i ochoty.
Kierowałem się w stronę naszego autka, gdy nagle zobaczyłem intruza na moim miejscu, który.... Co on właściwie robił?!

Szybko okrążyłem samochód i gwałtownie otworzyłem drzwi. W oczy rzucił mi się Malik, duszący nastolatkę, i El, próbująca łapać resztki powietrza. Po jej policzkach spływały łzy, ręce miała związane, przez co, po nadgarstkach płynęły krople krwi.
- Zostaw ją! - krzyknąłem, bez chwili wahania. Kto by przypuszczał, że kiedyś rzeczywiście ją będę musiał bronić? Chłopak popatrzył na mnie z przestrachem. - Powiedziałem.Zostaw.Ją.! - wysyczałem przez zaciśnięte zęby, i założyłem ręce na piersi. Kiedy Zayn nie zareagował, przywaliłem mu prosto w jego buźkę, i siłą wyciągnąłem z auta. Chłopak chcąc, nie chcąc, musiał puścić nieprzytomną dziewczynę, która momentalnie osunęła się w bok, częściowo wypadając z auta.
- Oszalałeś?! - warknął zdezorientowany mulat, i zamachnął się, aby zadać mi cios, ale byłem szybszy.
- Ja oszalałem?! Ja?! Musi być żywa! Przynajmniej do czasu, aż dadzą nam ten okup! - popchnąłem chłopaka przez co przeżył bliskie spotkanie z asfaltem.
- Należy jej się! - syknął i szybko poderwał się z ziemi, rzucając na mnie z pięściami. Zaśmiałem się gardłowo, kiedy uderzył mnie w twarz. On naprawdę myśli, że może mnie pokonać?! Chyba w snach!
- Nie twierdzę, że nie, ale na razie musi być żywa! Może być pobita, posiniaczona i w ogóle, ale żywa! - zirytowałem się, wymierzając chłopakowi cios z prawego sierpowego w brzuch.
- Co ci bije?! - krzyknął. - Stary ogarnij się.... - wydusił, zginając się pod wpływem silnego uderzenia. Gardłowo się zaśmiałem na jego słowa. Na ten odgłos Zayn, gwałtownie podniósł głowę do góry. - Zabiję cię! - wydarł się i rzucił na mnie z pięściami. Oddawałem mu każdy cios. Szarpaliśmy się i kopaliśmy. Wykończę gnoja!
"Nikt nie będzie podskakiwał Louis'owi Tomlinson'owi! Nikt!" - przeszło mi przez myśl. Kątem oka zauważyłem, jak chłopaki, zdezorientowani podbiegają, i patrzą się na nas nie wiedząc, co mają robić!
"Dobrze! Niech gnoje wiedzą, kto tu rządzi!"
- Nie zaczyna się z Louis'em Tomlinson'em! Zapamiętaj to sobie! - nie przestając się z nim bić, powoli zacząłem wyjmować nóż, który bezpiecznie przebywał za moim paskiem!
- Lou, stary! Daj spokój! Chyba nie chcesz mu nic zrobić! - krzyknął nadal zdezorientowany i lekko przerażony Harry. Podbiegł do mnie i próbował odciągnąć mnie od bruneta.
- To twój koniec, Malik! Ostatnie słowo?! - zapytałem z kpiną, patrząc na przerażoną twarz chłopaka. Byłem w transie, z którego nic by mnie nie wyrwało.

Nagle zostałem gwałtownie ściągnięty z mulata, który, półprzytomny, leżał na brudnym podłożu. Po jego twarzy beztrosko spływała krew, tors chłopaka  unosił się nierównomiernie, jakby próbując złapać, jakikolwiek procent powietrza.
- Jeszcze cię dorwę! - warknąłem wstając, i wyrywając się pozostałej dwójce. - Jedziemy! - krzyknąłem, kiedy żaden z nich nie ruszył się z miejsca. - Już! - wydarłem się i wsiadłem do auta, uprzednio usadawiając sobie szatynkę na kolanach.

Oczy nadal miała zamknięte, wargi lekko uchylone, i tak naprawdę, jedyną oznaką tego, że żyje była jej klatka piersiowa, która z każdym niewielkim i skromnym oddechem unosiła się delikatnie, nieznacznie. Zlepione włosy opadały jej na czoło, przez co, jeszcze bardziej wyglądała, jak trup. Podniosłem rękę. Tak naprawę nie wiem, czego chciałem.... Uderzyć ją? .... Przecież, i tak jest nieprzytomna....

Ku MOJEMU (?!) zdziwieniu, delikatnie, ale niezgrabnie opuściłem rękę na jej policzek. Kciukiem przejechałem po jej zimnym poliku.
- Lottie..., czemu cię tu nie ma? Znaczy ze mną nie ma? Obiecałem cię chronić siostrzyczko.... Przepraszam.... - wyszeptałem i poczułem, jak do moich oczu napływają łzy.
"Louis, przestań! Nie bądź durniem! Takie głupoty nie mogą cię złamać, roztkliwiać! Ty przecież nie masz uczuć! Otrząśnij się! Zapomnij! Pogódź się z faktem, że wszystko, co ją złego spotkało, to twoja wina!" - powiedział głos w mojej głowie, ten głos, który w jednej chwili potrafiłem znienawidzić, mimo, że przez długi czas był mi on jedynym "przyjacielem". Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, i skapnęła, jak deszcz na nos dziewczyny, zataczając podobną ścieżkę, co u mnie. Nie wiem czumu, ale wyglądało to, jak..., jakby to było.... WTEDY....
"Nie Tomlinson! To nie może cię złamać!" - urgh! Zamknij się, głupi głosie! Nie wiem, czemu, mimo że go znienawidziłem, to znowu posłuchałem.

Szybko starłem pozostałości słonego płynu, i gwałtownie podniosłem głowę do góry, obserwując, jak chłopaki biorą ciało chłopaka na ręce, i zanoszą do auta. "Należało mu się..." - przemknęło mi przez myśl.
- Nareszcie.... - mruknąłem pod nosem na widok chłopaków wsiadających do auta.

(...)

W pewnym momencie El, zaczęła się budzić. Pierwsze co zrobiła to gwałtownie wciągnęła powietrze, a potem szybko otworzyła oczy. Od razu rzucił mi się w oczy jej strach, przez co na moim czole pojawiła się zmarszczka.
Dziewczyna omiotła spojrzenie, wszystko, co mogło się znajdować w jej zasięgu wzroku, który w końcu spoczął na mnie. Głośno przełknęła ślinę, jakby bojąc się, że zaraz wezmę i zadźgam ją nożem!
Mój wzrok ze skonsternowanego stał się troskliwy, przez co jej mina wyrażała niemałe zdziwienie.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, po czy ona obojętnie odwróciła wzrok i skupiła go na czymś innym.
Nie wiem, czemu, ale jej zachowanie mnie uraziło.
"Lottie, nigdy by mnie nie odrzuciła..." - pomyślałem i popatrzyłem się na drogę.
(...)
Droga na lotnisko zajęła nam mniej niż 1/2 godziny.
Zatrzymaliśmy się, kawałek od wielkiego budynku, w jakimś zacienionym zaułku. Powoli  wygramoliliśmy się z auta.
Udaliśmy się po odbiór "biletów", a potem zaraz na odprawę. Żaden z nas nie miał jakiś większych bagaży, co oszczędziło nam dodatkowego trudu.
- Tom, stary, siema! - przybiliśmy sobie piątki z ochoniarzem. Mamy w tym gangu, więcej osób, niż można by się spodziewać.
- Gdzie lecicie? - zapytał, podczas "kontroli" naszych "toreb" z "całkowicie bezpieczną zawartością".
- L.A. - rzuciłem od niechcenia, przez co dziewczyna, która przez cały czas próbowała się wyszarpać, ze zdziwieniem popatrzyła to na mnie, to na Tom'a.
- Wow! Zaszaleliście tym razem! - wykrzyknął rozbawiony. - Transport czeka.... - dodał, nieco ciszej, nachylając się w naszym kierunku.
- Dzięki! - powiedział Harry, i zabrał z powrotem nasze rzeczy. Odeszliśmy, zostawiając Irlandczyka w tyle.
Niezauważeni przemknęliśmy tyłem, i weszliśmy na lotnisko. Chwilę się rozglądaliśmy, po czym w nasze w nasze oczy rzucił się niewielki, stary, samolocik towarowy.
- Ech.... - westchnąłem. Tak to jest, kiedy nielegalnie podróżuje się za granicę, w dodatku bez wizy. Ładnych kilka godzin, w czymś..., TAKIM! - Możesz przestać się wyrywać?! - podniosłem głos i obróciłem się w stronę dziewczyny. Podczas pobytu na terenie lotniska, musieliśmy rozwiązać jej ręce, dlatego cały czas, trzymałem ją w pasie, aby nigdzie nie zwiała, co niewątpliwie cały czas próbuje zrobić.
Ale, jak by to wyglądało, gdybyśmy prowadzili ją po obiekcie w więzach?! No, właśnie....
Wsiedliśmy do samolotu, gdzie od razu ładnie wyjąłem sznur i związałem jej ręce, nogi i usta. Popchnęliśmy ją, a sami usiedliśmy na ławce i przypięliśmy się "pasami".
W momencie, gdy "pilot" wystartował, dziewczyna od razu została przeturlana na drugą stronę. Każde skręcenie samolociku, sprawiało, że ciało dziewczyny zmuszone było do obijania się o każą ścianę samolotu. "Biedna", kiedy tylko próbowała się czegoś złapać - bezskutecznie złapać, zaraz sznur wbijał się w jej nadgarstki o wiele mocniej.
Po jakimś czasie Styles wyjął alkohol, i atmosfera się rozluźniła.... Rany, jak ja nienawidzę latania samolotami....
 ~Elizabeth~
Nie mam pojęcia, jak długo już lecimy, ale wiem, że boli mnie dosłownie wszystko. Z powodu bólu, przed oczami pojawiły mi się mroczki, w głowie niemiłosiernie mi się kręciło, i czułam, jakby mój pusty żołądek wywrócił się do góry nogami. Z zazdrością, ukradkiem patrzyłam na moich porywaczy, którym humor dopisywał w najlepsze.

W pewnej momencie lokowaty psychopata wstał i pociągnął mnie w ich stronę.
Miałam wrażenie, że tym samym, kompletnie rozdziera moje nadgarstki. Będzie blizna....
Po chwili moje plecy, gwałtownie zderzyły się z drewnem. Poluzował moje nadgarstki, i przywiązał je do metalowego pręta odchodzącego od ławki.
- Wnerwiało mnie to, ile hałasu robiła! - obojętnie ruszył ramionami i wrócił do poprzedniego "zajęcia".
Nagle poczułam, jak czyjeś zimne dłonie mocno oplatają mnie w talii, i przyciągają do siebie.
- Auć! - zawyłam z bólu. Po chwili moje nadgarstki zostały poluzowane, a ja z powrotem znalazłam się na kolanach mojego oprawcy. Uśmiechnął się wrednie i bezczelnie gapił się na moją twarz. Speszona spuściłam głowę na swoje palce.
- D- daleko jeszcze? - pisnęłam cichutko.
- A jak ma być?! - i znowu ten bezczelny uśmieszek. Czy mi się wydaje, czy on na serio był tak spity?! Przeszedł mnie dreszcz, kiedy swoją lodowatą dłonią dotknął mojego ciepłego od spływającej krwi - policzka, i obrócił w swoją stronę.
- Śpij... - wyszeptał.... Zaraz, zaraz, co?! Popatrzyłam na niego zdziwiona, przez co się roześmiał. - Śpij! - dodał głośniej, na co zamknęłam oczy, i oparłam głowę o stertę drewnianych pudeł. Po chwili zostałam mocno przyciągnięta do torsu chłopaka, przez co przewróciłam oczami.
- Uważaj, bo w końcu, ci tak zostanie i będziesz chodzić z zezem.... - wychrypiał mi do ucha, po czym przygryzł jego płatek.
~Rose~

Nerwowo chodziłam po salonie, podczas, gdy rodzice rozmawiali z tuzinem policjantów.
- Proszę dokładnie opisać, przebieg porwania... - powiedział jeden z nich, notując coś w swoim zeszycie.
W końcu usiadłam na kanapie, i głośno westchnęłam. Kolejny raz od nowa opowiadałam, jedną i tą samą historię. Od czasu porwania, co chwilę do nas przychodzili i wypytywali o podobne rzeczy, i informowali o tym, czy coś znaleźli. Potem bez słowa wychodzili.
Z zatrzaśnięciem się zamka wbiegłam na górę, i usiadłam na parapecie w swoim pokoju. Zawsze tak robię, kiedy mam doła. Wydawać się to może monotonne, ale mi to dawało ukojenie, nadzieję.
Bo tak naprawdę liczyłam już tylko na cud. Wszystkich utwierdzałam w przekonaniu, że wróci, chociaż sama z dnia na dzień, coraz bardziej w to wątpiłam.
Przetarłam zaparowaną szybę i dokładniej przyglądnęłam się swojemu odbiciu.
Długowłosa brunetka, piwne oczy, mały nos, malinowe usta. Niby to co zawsze, tylko z trochę bardziej opuchniętą od płaczu twarzą.
A jednak w szybie widziałam teraz kogoś zupełnie innego.
Wyglądam niby tak samo, ale czuję, że we mnie coś się zmieniło. Wewnątrz. Mam wrażenie, że wraz z jej stratą, uciekł kawałek mnie, a w moim sercu powstała, niczym nie dająca się zapełnić - pustka.
Tak bardzo chcę, aby weszła teraz przez te drzwi, albo zapukała z balkonu, i wydarła się na mnie, że ją zamknęłam na mrozie ubraną w zwykłe dresy. Chcę móc się do niej przytulić, chcę, żeby powiedziała mi, że będzie dobrze, że to wszystko jest tylko złym snem.
Ale zaraz potem uświadamiam sobie, że to głupie.
Wierzę, że jakaś magiczna wróżka mi ją wyczaruje? To śmieszne!
Ale i tak mam tą nadzieję, i mimo tego, ile czasu upłynie, ile dowodów będą mieli, na to, że ją zabili, to dopóki nie pokażą mi jej martwego ciała, to ona dla mnie będzie żyć. Zawsze, i na zawsze. Wiecznie.
Powoli otworzyłam drzwi na balkon, i cichutko na niego wyszłam. Oparłam się o barierkę, i wyszeptałam:
- Gdzie jesteś, siostro?
~Elizabeth~
Zbudził mnie głośny warkot silnika, który z każdą chwilą robił się coraz cichszy. Otworzyłam oczy, i zdałam sobie sprawę z faktu, że stoimy. Nareszcie..., albo i nie....
Obecnie znajdujemy się w L.A., na drugim końcu świata, na innym kontynencie, wśród innych ludzi.... Trzeba było wtedy nocować u Carrie! Nie byłoby tego całego cyrku, odstawianego teraz!
Poczułam, jak moje nadgarstki dziurawione zostają więzami, a ja sama, zostałam pociągnięta w stronę wyjścia.
Przeszliśmy po lotnisku, i skierowaliśmy się w stronę parkingu. 
W pewnym momencie z jakiegoś auta wysiadło dwóch mężczyzn, którzy wolnym krokiem podeszli do nas.
Louis wypchnął mnie przed nich, ale zrobił to z taką z taką siłą, że po prostu straciłam równowagę, i upadłam na ziemię.
- Oj, Lou, Lou..., gdzie kultura? - odezwał się niski kpiący głos, przez co skulona podniosłam głowę. - Frank, pomóż tej niewinnej istotce! - odezwał się ten sam facet, przesłodzonym głosem, przez co szczerze, zachciało mi się wymiotować. Louis przechodził sam siebie, ale ten koleś - to dopiero POMYLENIEC!
Po chwili w moją stronę podszedł młodszy z nich i wyciągnął ku mnie rękę, ale szybko ją cofnął, gdy zorientował się, że moje ręce są skrępowane.
Delikatnie chwycił mnie za ramiona i postawił do pionu. Nie wiem, czemu, ale nie wydawał mi się taki zły, jak cała reszta. Chwilę popatrzył na moją twarz, po czym spuścił wzrok i cofnął się do mężczyzny.
- Kto to? - zapytał ten sam człowiek, który swym zachowaniem strasznie przypomina mi Goluma z "Władcy Pierścieni".
- To Elizabeth Carter... - powiedział Louis, mierząc "Goluma" surowym spojrzeniem, na co ten uniósł brew do góry. - ... córka najbogatszych ludzi w Irlandii.... - dokończył. Szczerze, to coraz mniej z tego wszystkiego rozumiałam.
- W takim razie, zajmijcie się naszym gościem! - "Golum" uśmiechnął się złowieszczo, i zaczął podążać w kierunku samochodu.
- Zaraz, co?! - wykrzyknął wściekły. - Nie taka była umowa! Zawsze ty ICH bierzesz! Co ja niby mam z nią zrobić?! - krzyczał, jak najęty.
- Jestem zajęty! - ze spokojem odpowiedział mężczyzna, wraz z chłopakiem wsiadając do auta i odjeżdżając z piskiem opon.
Chłopak ze zdenerwowaniem kopnął jakiś samochód, i wypuścił z ust wiązankę przekleństw.
- Chodź, stary! - mruknął blondyn i wsiadł do taksówki, która w magiczny sposób nagle się tutaj znalazła. Tym razem "lokowaty psychopata" postanowił się nade mną poznęcać, i z całą siłą wepchnął mnie do żółtego pojazdu.
(...)
Oparłam głowę o szybę i zamyśliłam się....
Czemu los, tak często niesłusznie nas każe?! Dobra, może nie należałam do tych najmilszych i najsłodszych, i najlepszych, i pewnie nie dostałabym Pokojowej Nagrody Nobla, ale na taki los nie zasłużyłam.
Ja miałam przed sobą całe życie, i to życie straciłam. Przegrałam je na loterii, z samą śmiercią, i teraz skazana jestem przyjmować tego skutki.
W grze jest tak, jak w życiu. Raz przegrywasz, raz wygrywasz. Tylko, że jeśli nie uda ci się gra, najwyżej stracisz pieniądze, jeśli życie - straciłeś wszystko.
Teraz jedyne co mi pozostaje, to z dumą i godnością przyjąć każdy ból, jaki przyjdzie mi znieść.
Żałuję tylko, że przed porwaniem, nie zdążyłam powiedzieć moim przyjaciołom i rodzinie, jak bardzo ich kocham, jak ważni są dla mnie, jak bardzo mi pomogli. Żałuję każdej kłótni odbytej z przyjaciółkami, każdego przykrego i negującego słowa, które powiedziałam siostrze, i tych wszystkich rzeczy, które chciałam powiedzieć rodzicom, a nie powiedziałam. Jednak, w niektórych przypadkach lepiej mówić cokolwiek, niż nie mówić nic, bo kiedyś może już nie być okazji, aby odezwać się i powiedzieć rzeczy, które zawsze przed wszystkimi się kryło....


"Być może Bóg chciał, abyś poz­nał wielu złych ludzi, za­nim poz­nasz te­go dob­re­go, żebyś mógł go roz­poznać, kiedy on się w końcu pojawi."
  
                                                              Gabriel García Márquez








Siemkaaaa:* Jejciu, nie wierzę, że to już 5 rozdział!!!:0
Mam do was dzisiaj kilka spraw, więc przeczytajcie do końca!!
Po pierwsze: bardzo was przepraszam, że rozdział pojawia się dopiero w czwartek:(, ale w sobotę nie było mnie w domu (p.s. byłam u babci, i uwaga, uwaga, tutaj muszę wspomnieć też o moim kochanym wujku, który skarżył się, że na żadnym z blogów nic o nim nie napisałam:D). W niedzielę natomiast kułam na spr. z fizyki, z którego i tak przewiduję pałę, więc, już muszę wybierać sobie miejsce na nagrobek;)
Po drugie: mam do was dzisiaj kilka pytań, odnośnie bloga, i bardzo proszę na odpowiedzenie na każde:)

1. Z czyjej perspektywy najbardziej lubisz czytać rozdziały???
2. Czy chcielibyście zmienić coś w moim stylu pisania, np. czcionka wam nie odpowiada, czy coś takiego??
3. Czy z okazji zbliżających się 1 500 wyświetleń, chcecie jakąś niespodziankę????:)
4. Który bohater wam najbardziej odpowiada??? ( max. 2 ).

Po trzecie: DEDYKACJE!!!:) Łiiiiiii!!!<3

Dedykacja 1:
Dla mojej kochanej Karolinki, która co jakiś czas robi fotki, i daje je mi do bloga<3 Każda z nich jest śliczna i na swój sposób wyjątkowa:) Tej wariatki, uwierzcie mi, nie da się przeoczyć:) Ach, i jeszcze siedzę z nią dzisiaj na wycieczce:D Jakbyście słyszeliście jej pomysły... Ale i tak ci uwielbiam:)

Dedykacja 2:
Dla Joy'eya (:D), która zawsze przedpremierowo czyta rozdziały, ryczy niemal na każdym filmie, i podczas niektórych moich rozdziałów, i piosenek One Direction i innych wolnych:* Która ZAWSZE, no... prawie zawsze mnie wspiera, z którą mogę się pośmiać, i która wysłucha mnie, kiedy mam doła i ryczę, jak dziecko, po zabraniu mu lizaka:)
Która pokochała mój wierszyk, i która po prostu cała w sobie jest wspaniała<33333

Dedykacja 3:
Dla Zimki, która niedawno dołączyła do grona Natictioners xD, która masakruje mnie w szkole pytaniami o rozdziały:), która tańczy, jak listek na wietrze:), i która jest w stanie zabić, kiedy wspominam, o pewnym chłopaku....:D

Dedykacja 4:
Dla Kury, która jest genialną modelką na większości zdjęć:*, muza Karmelka:), świetny sportowiec, i fan koaly ( wraz z Karmelkiem:) ), z którą zawsze jest przylew na historii, i odlot na przerwach;)<3:D

Dedykacja 5:
Dla mojego braciszka, który przez moje rozdziały nie może się dopchać do biednego komputera:( Który zdradza mi swoje zabawne sekrety i vice vers'a:* Który jest kochany, jak Kubuś Puchatek;) i, który razem ze mną ogląda seriale na Nickelodeon:D

Dedykacja 6:
Ach, zapomniałabym, dla Czekoladki i Bułki, które zawsze mnie napastują o kolejne rozdziały, zawsze komentują, i czasem potrafią walnąć takie teksty, że można z krzesła:)
Które grają na gitarach - Ślicznie:** , które genialnie grają "Titanica" i "Shrek'a" xD Musiałam to napisać:****<333 Lovciam was, wiecie???:D


Dedykcaji, to chyba tyle, jak coś mi się przypomni, to napiszę po następnym rozdziałem:)

Proszę o skomentowanie rozdziału!:)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!! ( Im więcej kom. będzie, tym szybciej pojawi się rozdział:) )
Jestem otwarta na wszelką krytykę:)
P.S. Czy wy też uwielbiacie Frank'a??? Ja już się nie mogę doczekać scen z nim<333
Co wy na przemyślenia naszej Rose? Na zachowanie Lou??? Miało to wyjść słodko, bo Joey mnie o to prosiła, ale to zostawiam do waszej oceny:).
Do zobaczenia,
Natka99<3




  

9 komentarzy:

  1. Jeejkuu suuper rozdział Natka <33 Baaardzo dziękuję za wspaniała dedykacje hahaha kc <33 Wszystko w rozdziale jest perfekto <33 A najbardziej lubię cztać o Elizabeth , o tym co czuje , czego źałuje <33 Karmelek

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział extra.. najbardziej lubię czytać z perspektywy Lou i El, czcionka i cała reszta jest extra,, teraz tylko czekam na next ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał.. nie wiem co powiedzieć(a właściwie napisać) :D Ten rozdział jest jednym z moich ulubionych jakie czytałam..Najbardziej lubię czytać z perspektywy Lou... Nie wiem czemu, ale jego przemyślenia bardzo mnie wciągają....
    Super piszesz i nic nie zmieniając. A jeśli chodzi o niespodziankę to jestem zaaa... Ciekawa jestem co znowuuuu wymyślisz( no wiesz, jak zawsze). Czekam na jest.<3

    OdpowiedzUsuń
  4. UPS.. Miało być "czekam na next" :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nati wyzdrowieje to będą nowe fotki aha i czekaj na wiosne xdd będzie się działo hahah :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest cudny, sliczny, piekny i bardzo dobrze ci wyszedł :* po prostu kocham, kocham, koccham <3 i sorki ze tak pozno nie mialam jak wczesniej hah :D Zimka :*

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy neeext?

    OdpowiedzUsuń
  8. Przy przemyśleniach Rose wzruszyłam się niemal :-) erza

    OdpowiedzUsuń