sobota, 17 maja 2014

08: "Chyba nie chcemy jej zabić, prawda?"

Proszę, aby KAŻDY, kto czyta mojego bloga skomentował ten rozdział!:)
+
Ważna notka pod rozdziałem!!!;)
Miłego Czytania<3




~Rose~
Bezwładnie opadłam na łóżko znajdujące się w moim pokoju. Powoli miałam tego wszystkiego serdecznie dość. Nie wiem już nawet, kiedy ją porwali! Dzień, tydzień, a może miesiąc temu?! Liczby przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszystko co czułam to samotność, która obejmowała każdą komórkę mojego ciała. Tęsknota za siostrą sprawiła, że nie spałam praktycznie w ogóle, a kolejny, następny dzień był jedną, wielką niewiadomą, ku której bałam się kroczyć.
Rodzice non stop byli pochłonięci poszukiwaniami El, a na naszą gosposię, nie chciałam zwalać wszystkich moich problemów. Ta kobieta i tak wystarczając w życiu przeszła.
Jedna rzecz ciekawi mnie jednak i nie daje spokoju: czemu rodzice wcześniej traktowali Lizzie, jak powietrze, jak kogoś, kogo nie ma, a teraz robią wszystko, aby ją znaleźć? Czy dopiero jej porwanie uświadomiło im, że ją kochają?! To przykre, ale może być prawdziwe. Boję się tylko, że okaże się, że organizują całe te poszukiwania, żeby media i całe środowisko po nich nie "pojechało".
- Rose, chodź tutaj! - krzyknęła z dołu mama. Leniwie dźwignęłam się ku górze i starałam się zlekceważyć lekkie zawroty głowy, spowodowane nagłą zmianą położenia. Cicho westchnęłam spoglądając na zdjęcie, położone na komodzie, na przeciwko mojego posłania. Przedstawiało mnie, El, Sophie i Carrie, w dniu szesnastych urodzin Liz. Wszystko było wtedy takie łatwe, beztroskie, przynajmniej tak mi się wydawało....
*RETROSPEKCJA*
"- Lizzie, wstawaj! - piętnastoletnia, uśmiechnięta szatynka, krzyczała i próbowała dobudzić siostrę. - Elizabeth Bella Carter, rusz ten tyłek i chodź! - uderzyła ją poduszką i wyszła z pokoju, by po chwili wrócić ze szklanką zimnej wody, której zawartość, została wylana na twarz dziewczyny.
- Rose, pali się, czy co?! - pisnęła rozzłoszczona nastolatka, patrząc ze zdziwieniem na swoją przemokniętą piżamę, na co młodsza siostrzyczka zachichotała pod nosem. - Co ci się stało?
- Masz dzisiaj urodziny! Nie możesz przespać tego dnia! - spojrzała na nią z wyrzutem i dorzuciła: - Ubieraj się i złaź na śniadanie! - zaczęła zmierzać w kierunku drzwi, kiedy usłyszała cichy szept:
- Po co obchodzić urodziny, i cieszyć się z tego, skoro dla wszystkich jest się problemem.... - szatynka zatrzymała się w pół słowa, i zagryzła policzek od środka.
"Mi jesteś potrzebna, Liz!" - pomyślała i wyszła, udając, że nie słyszała.

Eli zeszła na dół, pół godziny później, szurając butami z nudów.
- Uśmiechnij się! - Rosie podeszła do niej i podniosła jej policzki, tak, by wyglądała na wesołą. - Od razu lepiej! - wywyższyła się, jak wielki znawca i puściła poliki siostry, przez co jej twarz na powrót przybrała minę męczennika.
- Dzień dobry, Elizabeth! - szepnęła Martha, tutejsza gosposia i podała dziewczynie posiłek. - Wszystkiego najlepszego! - szepnęła, po czym delikatny uśmiech rozjaśnił jej twarz, ale znikł natychmiastowo, po ujrzeniu mamy nastolatek rozmawiającej przez telefon.
- Cześć, mamo! - pisnęła El i podbiegła do niej z uśmiechem. Kobieta spojrzała na nią z góry i zatrzymała się, ponieważ dziewczyna, patrząca na nią z nadzieją w oczach, zatorowała jej drogę. Po chwili odepchnęła ją i minęła, ignorując jej obecność.
- Lizzie.... - szepnęła współczująco Rosalie, ale nastolatka przerwała jej z krzykiem:
- Wiesz, co?! Uczucia i ich okazywanie są przereklamowane!
Nim młodsza siostra zdążyła jakkolwiek zareagować, usłyszała trzask drzwi, a El zniknęła. Przełknęła gulę w gardle i starała się powstrzymać łzy napływające do oczu. Chciała, żeby Elizabeth zapamiętała ten dzień, żeby była szczęśliwa! I nie zbyt jej to wyszło.
(...)
Liz wróciła późnym popołudniem. Ze spuszczoną głową pomaszerowała do swojego pokoju. Jakże wielkie było jej zdziwienie, kiedy Car i Soph, siedziały tam i na nią czekały.
- Wszystkiego najlepszego, wariatko! - roześmiały się i przytuliły dziewczynę. Już po chwili ciągnęły ją za sobą, na łąkę, na której leżał koc i kosz piknikowy.
(...)
Rosie szła już spać i chciała powiedzieć starszej siostrze dobranoc, jak to robiła co wieczór. W pewnej chwili usłyszała trzask i damski pisk, więc czym prędzej wbiegła do jej pokoju.
- Matko! Liz! - wystraszona chciała podbiec do dziewczyny, ale było to niewykonalne, bo praktycznie w całym pomieszczeniu leżały kawałki rozbitego szkła.
- Liz.... - wyszeptała spokojnie i ze łzami w oczach spojrzała na siostrę, stojącą z twarzą obojętną, niewyrażającą żadnych uczuć i beznamiętnym wzrokiem lustrującą całą przestrzeń dookoła siebie. Rose pobiegła po zmiotkę i szybko pozbyła się raniących kawałków z podłogi. Pisnęła z przerażenia, widząc krew znajdującą się na dłoniach dziewczyny i przesiąkającą przez białe skarpetki na chudych kostkach siostrzyczki.
- Liz, zwariowałaś?! - na jej upomnienie, dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami. - Mogło stać ci się coś poważnego! - Różyczka krzyczała dalej, już nie kryjąc łez i opatrywała rany, zadane przez cząstki wazonu.
- I tak nikogo nie obchodzę. - mruknęła, wyrywając się i wychodząc na balkon. Usiadła na kocu i wyglądała przez szczeble od barierki.
- Mnie obchodzisz.... - szepnęła piętnastolatka, ale tak cicho, że sama nawet tego nie usłyszała. - Słyszysz?! - powiedziała głośniej. - Mnie obchodzisz.... - pisnęła żałośnie i usiadła obok. - I nawet, jeśli nie chcesz żyć dla siebie, to żyj dla mnie! - po tych słowach wtuliła się w nieruchome ciało siostry, a głośny szloch odebrał jej zdolność mowy.
-Przepraszam.... - mruknęła Lizzie, lekko ją obejmując.
- Łatwo ci mówić! - kontynuowała Rose. - Życie naprawdę nie ma dla ciebie żadnego znaczenia? - wychlipała i uniosła głowę, żeby spojrzeć na zamyśloną i nieobecną twarz siostry.
- Miało, kiedyś.... Teraz już nie ma. I dobrze.... - odpowiedziała nie spoglądając na nią.
- Nie ma znaczenia?! Czy ty się słyszysz?! A pomyślałaś choć raz w tym wszystkim o mnie?! Że może jesteś moją siostrą?! Że cię kocham?! I, że nawet, jeśli ciebie już nie będzie , to ja dalej będę musiała się męczyć! Co?! Ja też mam się targnąć na własne życie, co?!
- Łatwo ci mówić! Ty się męczysz?! - wybuchła w pewnym momencie, El. - Ty nie wiesz, jak to jest być pośmiewiskiem, być olewanym! Nie wiesz, jak to jest, kiedy właśni rodzice mają cię daleko gdzieś od ponad dziesięciu lat! Jak mnie nie będzie, wszystkim będzie się żyło lepiej, rozumiesz?! - dokończyła już spokojniej, a po jej policzkach spłynęły pierwsze słone łzy.
- El.... - szepnęła, chcąc ją przytulić, ale skończyło się to odepchnięciem jej.
- Nie wiesz, jak to jest! Nie rozumiesz! - szeptała. - Oni zawsze cię kochali! Wywyższali i uwielbiali nad życie....
- Ciebie też kochają.... - młodsza siostra pisnęła bez przekonania.
- Kochają?! - prychnęła. - A, więc według nich, to co odstawiają to miłość?! Nawet szowinistyczna "miłość" XXI wieku, nie może zostać porównana do tego, jak mnie traktują! Albo raczej nie traktują! I..., i nawet, jeśli czasem zgrywam obojętną, to strasznie ci momentami zazdroszczę.... - dokończyła i zacięła się.
- Czego? - odparła zdziwiona Rose.
- Czego?! Miłości, przyjaciół, zrozumienia.... WSZYSTKIEGO!
- Liz.... - dziewczyna nie wiedziała, co zrobić, aby ją pocieszyć.
- Daruj sobie! - ucięła z goryczą w głosie, a między nimi zaległa cisza.
- Czasem mam wrażenie..., że oni wcale nie chcieli, żebym się urodziła! Że jestem tylko piątym kołem u wozu w naszej rodzinie i trzeba to piąte koło w końcu odczepić, bo tylko przeszkadza w prawidłowej jeździe. Taka czarna owca.... - jej głowa opadła na krzesło i siostra widziała, że Liz analizuje słowa, które przed chwilą wypowiedziała.
- Liz, nawet jeśli tego nie dostrzegasz, to jesteś potrzebna masie ludzi, bo wiesz, nawet, jak myślimy, że jesteśmy sami, to tak nie jest, bo zawsze opiekują się nami nasi aniołowie stróżowie, którzy wspierają nas wszystkich, bez wyjątku, w chwili zwątpienia. - Rose uśmiechnęła się pocieszająco i wyciągnęła zza siebie małe pudełeczko.
- Co to? - mruknęła szesnastolatka.
- Dałabym ci go już rano, ale nie było okazji. - młodsza siostra uśmiechnęła się przepraszająco, i podała zawiniątko Elizabeth. Ta, otworzyła go, i wyjęła łańcuszek, z wygrawerowanym napisem na wisiorku: "Best Friends Forever".
- Nawet, jeśli jeszcze nie spotkałaś swojego księcia z bajki.... - kontynuowała Rosie. - To on istnieje i gdzieś tam czeka na ciebie. - mówiąc to wskazała na otaczający je - świat. - Może się okazać, że będzie to ktoś, kto nigdy w życiu nie przyszedłby ci do głowy, ale jednak.... - przytuliła się, do dziewczyny siedzącej obok i tak siedząc, spędziły ten "dzień" do samego rana.
*KONIEC RETROSPEKCJI*
Słona łza wypłynęła z mojego oka i wyznaczyła ścieżkę na moim policzku.
Czy Lizzie, chciała się kiedyś targnąć na życie? Oczywiście, ale za każdym razem niweczyłam jej plany. Nie mówiłam o tym rodzicom, bo:
a) wiedziałam, że nic ich to nie obejdzie,
i b) byłam pewna, że przez to znienawidzą ją jeszcze bardziej.
Ale patrząc na to, jak ona cierpi, wiedziałam, że to nie był dobry pomysł. Nie wiem, czy to empatia, ale widząc ból, jaki ją ogarniał, sama zaczynałam go odczuwać.
- Rose, natychmiastowo złaź na dół! - krzyknęła moja rodzicielka, co przywróciło mnie na ziemię. Powłócząc nogami skierowałam się w stronę głosu, czyli, jak się okazało - do salonu.
- Córciu, to komendant Liam Payne. - przerwała, uśmiechając się i czekając na moją reakcję. Pokiwałam głową w jego stronę, na co mężczyzna wstał i ucałował moją dłoń, powodując wypieki na moich policzkach.
- My się już chyba znamy! - mężczyzna po wypowiedzeniu tych słów, mrugnął do mnie jednym okiem.
- Tym lepiej! - wykrzyknęła kobieta. - Zaraz powinien wrócić tata z innym policjantem, teraz pojedziecie wy, a tobie będzie łatwiej, bo w końcu byłaś świadkiem. - klasnęła w dłonie, zadowolona ze swojego pomysłu.
- Proponowałbym, żebyśmy skierowali się w stronę Dublina. Jest tam dużo lotnisk i jeśli chcieliby opuścić kraj, zrobiliby to właśnie tam! - powiedział i podał mi, wskazaną przez moją mamę kurtkę.
- Dobrze.... - szepnęłam cichutko, nieco speszona i wyszłam z domu, niemalże zderzając się z innymi policjantami.
- My pojedziemy na północ, wy na południe. W końcu mogą być wszędzie! - rozkazał pozostałym, a mnie kulturalnym gestem zaprosił do środka radiowozu.
- Nie chcę być niegrzeczna, ale mieliśmy jechać ku południu.... - zwróciłam mu uwagę, na co uśmiechnął się przepraszająco i lekko przeczesał idealnie ułożone włosy.
- Ach, no tak! - wyglądał na zaskoczonego, ale i tak, pojechał na północ.
Wszystko byłoby spoko i w ogóle, gdyby nie fakt, że napis świadczący o przyjeździe do Mullingar, minęliśmy z godzinę temu.
- Chyba jedziemy w złą stronę! - spanikowałam.
- Cóż.... - przeciągnął wyraz, przykładając pistolet do mojego brzucha. - Jeśli chcesz przeżyć, pojedziesz tam, gdzie rozkażę!








~Elizabeth~


Louis odsunął się ode mnie i lustrował moją twarz obojętnym wzrokiem. Czując, jak się rumienię, spuściłam głowę i przyglądałam się swoim skarpetkom. To, co przed chwilą się stało, nie było normalne. Zdecydowanie nie było normalne!
- Następnym razem trzymaj buzię na kłódkę, bo nie będę taki dobry! - syknął i popchnął mnie do tyłu, czego skutkiem był mój upadek..., a sam wyszedł z pomieszczenia.
Dopiero teraz dopuściłam do siebie ból, jaki sprawiały mi rany zadane przez chłopaka. Chyba leki przeciwbólowe przestały działać! Rękoma objęłam swoje ramiona i skuliłam się, chcąc zrobić wszystko, aby nie bolało.
"Pomyśl, o czym innym, El! I tyle!" - łatwo ci mówić! Chociaż..., pomyślmy: jak on mógł mnie tak potraktować! Czuję się, niczym nic niewarty przedmiot! Nie wierzę, że jakkolwiek nie zareagowałam! Mogłam go odepchnąć, kopnąć, cokolwiek!
"A ty, Elizabeth nie zrobiłaś nic absolutnie nic! A może ci się podobało?" - nie prawda!
Nie podobało!
A może podobało?
Po moich policzkach spłynęły łzy, kiedy ból stawał się nie do zniesienia. Zabawne! W normalnych warunkach zrobiłabym wszystko, żeby bolało, bo to mogłoby znieść ból wewnętrzny! Dopiero teraz zauważam, jaka to była głupota! Zachowywałam się, jak niedojrzały, rozpieszczony nastolatek! Ale w głębi chciałam po prostu zrozumienia, czy tak trudno to ogarnąć?!
- Pomocy! - wydusiłam z siebie.  -Pomocy.... - wyjąkałam, czując, że opuszczają mnie siły. Usłyszałam kroki w moją w moją stronę, a potem obraz mi się urwał. Ja natomiast zostałam otoczona powłoką bezpieczeństwa i nieświadomości.
~Niall~ 
Usłyszałem jakiś cienki głosik, co zmusiło mnie do przerwania konsumpcji tacosów, zamówionych przez Harry'ego (tylko dla Harry'ego) i wyglądnięcia za głosem.
Pierwszym co rzuciło mi się w oczy, była skulona, nieprzytomna nastolatka leżąca na podłodze. Louis, mogę ci obiecać, że kiedyś cię zabiję! Masz słowo Niall'a Horan'a!!!
Pobiegłem do kuchni po tabletki przeciwbólowe i podałem nieprzytomnej. Korzystając z faktu, że nikogo nie widziałem na horyzoncie, wziąłem kruche ciało Elizabeth na ręce i zaniosłem do swojego pokoju. Tam, ułożyłem ją na łóżku i przykryłem cieplusią i milusią kołdrą. Sam usiadłem na krześle naprzeciwko i lustrowałem twarz dziewczyny. Uśmiechnąłem się, widząc, jak jej oddech staje się miarowy, co świadczyło o tym, że najpewniej usypia.
Szczerze, śledząc ją niemal codziennie po szkole, tak bardzo się do niej przywiązałem i tak wiele jej nawyków poznałem, że z czasem uświadomiłem sobie, że nie chcę jej zabijać.
Podszedłem do niej i usiadłem na skraju łóżka, palcami rozczesując jej zlepione krwią kosmyki włosów. Wzrokiem lustrowałem jej ubrudzone czerwoną cieczą i posiniaczone ciało. W pewnym momencie nastolatka obróciła się tak, że ułożyła swoją główkę na mojej dłoni. Była taka delikatna, krucha, taka słodka.
Moim marzeniem było ujrzeć, jak się uśmiecha. Choć ten jeden raz, dla mnie. Ale, dlaczego miałaby to zrobić?! Jestem zabójcą! Złym człowiekiem, który nie zasługuje na nic, co dobre!
Nie wiedzieć czemu, uniosłem rękę i opuszkiem kciuka, delikatnie, aby jej nie obudzić, muskałem jej czoło, zabrudzony krwią policzek, malutki nosek, podbródek. W pewnym momencie zatrzymałem wzrok na jej różowych wargach. Coś wewnątrz mnie strasznie chciało ją pocałować. I szczerze, już miałem to zrobić i pewnie zrobiłbym to, gdyby nie drzwi, które się otworzyły, a do środka wpadł wkurzony Louis, przez co natychmiastowo odskoczyłem od nastolatki.
- Co ty do 100 gęsi pieczonych, tu wyrabiasz?! - syknął, a jego źrenice gwałtownie się zwężyły.
- Opiekuję się.... - bąknąłem nie patrząc na niego.
- Tyle to jeszcze zdołałem zauważyć! - krzyknął, wyrzucając ręce w górę i tym samym budząc El.
- To nie krzycz! - mój opanowany głos chyba doprowadzał go do szaleństwa.
- Jest naszym więźniem, a zachowujemy się, jak jakieś niańki do rozpieszczonych bachorów!- na chwilę przerwał i zmierzył mnie surowym wzrokiem.  Wiedząc, że mam zamiar zacząć mówić, przerwał mi i wrócił do poprzedniej myśli. - A może ty się w niej zakochałeś?!  - uśmiechnął się szyderczo, zakładając ręce na piersi.
- Proszę cię. - mruknąłem. - W niej?! - wskazałem na wystraszoną, ale i rozespaną nastolatkę.
- Tylko uważaj. - szepnął, podchodząc do mnie. - Jak się w niej zakochasz, to nie proś, żebyśmy ci pomogli, bo od zabicia jej, nas nie odwiedziesz. - przedrzeźnił mnie, co wywołało niemałą złość, widoczną na mojej twarzy.
- Nie jestem w niej zakochany! - warknąłem i poderwałem się z krzesła, stając naprzeciwko chłopaka.
- Udowodnij! - powiedział. Wiedziałem, że mnie podpuszczał, ale chęć pokazania mu, że mam rację, była silniejsza. Gwałtownie obróciłem się w stronę dziewczyny, złapałem jej kruche ciało i z całej siły, uderzyłem nią o szafę. Kopnąłem ją w żebra, co chyba dostatecznie ją dobudziło, bo wydała zduszony pisk.
- Przestań! - szepnęła, co tylko bardziej mnie zdenerwowało. Już zamierzałem ją kopnąć po raz kolejny, ale czyjąś silna ręka mnie powstrzymała.
- Wystarczy. - warknął i schylił się, aby podnieść z ziemi ciało Liz. - Chyba nie chcemy jej zabić, prawda? - uśmiechnął się triumfalnie, wynosząc dziewczynę z pomieszczenia.
~Louis~
Otworzyłem drzwi do mojego gabinetu i wszedłem do środka. Pierwszym, co przyszło mi do głowy było położenie jej na sofie naprzeciwko biurka. Oparłem się plecami o drewniany blat i uważnie, z nic niewyrażającą miną, skanowałem jej ciało.
I nagle mnie olśniło. Wpadłem na genialny pomysł, który w niedługim czasie zamierzałem wcielić w życie.
- Lubisz auta? - zaległa chwila ciszy. - Jeśli nie, to polubisz, bo zamierzam zabrać cię na wyścigi....

"Jeżeli miłość two­ja nie ma żad­nych szans, po­winieneś za­mil­knąć, bo nie na­leży mie­szać miłości z niewol­nic­twem ser­ca. Miłość, która pro­si, jest piękna, ale ta, która błaga, jest uczu­ciem lokajskim."
                                                               Antoine de Saint Exupery

Hej, witam was po tej długiej przerwie:) Przepraszam, że rozdział tak późno, ale miałam maaaasę nauki:( Ale teraz postaram się dodawać rozdziały wcześniej:)
Dziękuję wszystkim, którzy to czytają, komentują, obserwują<3 Rany, nie sądziłam, że będę miała aż 11 osberwatów = czytelników i 17 komentarzy pod ostatnim rozdziałem:)
Dacie radę dobić do 25??? Albo nawet 30???:) Ach, te moje marzenia...:D Ale miłoby by było widzieć, ile osób to czyta, dlatego to takie ważne:)
Wybaczcie mi ten beznadziejny rozdział:( Mam nadzieje, że następny będzie choć trochę lepszy:) Ostatnio mam doła i sama nie wiem, czy dalej pisać;( A wy co o nim sądzicie???:) Mam nadzieję, że choć trochę się wam spodoba<3
Przypominam o konkursie na blog miesiąca, którego wyniki zależą tylko i wyłącznie do was, więc głosujcie!!:) Więcej informacji w poście o tytule: Blog Miesiąca: Maj:)
Jak wam się podoba nowy szablon??? Mi osobiście baaaardzo:)
To chyba na tyle...,
Do zobaczenia,
Natka99<3

środa, 14 maja 2014

Nominacja "Liebster Award"

Hej, dzisiaj przychodzę do was z nominacją do "Liebster Award":)
Zostałam nominowana przez: Nikka Tommo z Hard Love


"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Pytania, na które mam odpowiedzieć: 1. Ile masz lat?
    - Rocznikowo mam 15 lat, miesiącami jeszcze 14:)
2. Ulubiona muzyka.

     One Direction, One Direction, One Direction...<3
     A tak poza tym lubię słuchać Little Mix, Imagine Dragons, Nickelback'a, Shakirę, Evanescence i wiele, wiele innych... ;)
3. Co najbardziej lubisz w byciu pisarką, autorką bloga?

    W byciu pisarką i autorką bloga, bardzo cenię sobie moich czytelników i wszystkich,
    którzy wyrażają swoją opinię, o tym, co piszę<3 Oczywiście uwielbiam pisać, tworzyć
    historie, które kształtują się w mojej głowie:) Kocham to, że mogę dzielić się z wami moją
    (niekoniecznie dobrą i ukształtowaną) twórczością i zwariowanymi pomysłami:) Ale
    największą radość sprawiają mi osoby, które nie mogą się doczekać rozdziału i piszą
    wyczerpujące komentarze, dzięki którym wiem, że ktoś czyta moje wypociny:*
4. Gdybyś miała możliwość poznać sławną osobę to kto to by był i dlaczego?
     Oczywiście byłoby to calutkie One Direction, jeśli miałabym wybrać tylko jedną osobę, to
     byłby to Lou, Harry lub Niall, którzy są moimi faworytami<3 Ale najbardziej chyba Louis,
     bo zdaniem mojej siostry pasuję do niego, Zayn'a albo do Hazzy, gdyż ponieważ mamy
     podobne charaktery i chyba dobrze bym się z nimi rozumiała:) Louis jest szalony
     i zwariowany, Zayn - twórczy i pomysłowy, a Harry..., to Harry, jego nie da się nie 
     kochać:D 
5. Jaki jest twój ulubiony kolor?
    Myślę, że moimi faworytami są: błękitny, liliowy, seledynowy, brzoskwiniowy
    i cytrynowy :)
6.Mieszkasz na wsi czy w mieście?
    Na wsi, chociaż w sumie..., nie raczej wieś;)
7. Ulubione zwierzę?

    Strasznie lubię koty:) (to już wiem, co mnie łączy z Hazzą:*), oprócz tego pieski i chomiki:*
8. Co robisz kiedy masz doła?

    To zależy, jak wielkiego doła mam:) Często w takich momentach zamykam się w pokoju,
    wkładam w uszy słuchawki, czasem mam w takich momentach wenę i piszę, czasem też
    płaczę;(
9. Wolisz jechać na wakacje w góry czy nad morze i dlaczego?

     Nad morze<3 Jestem leniuchem i lubię leżeć na piasku, przez to wypoczywać:) Kocham te
     charakterystyczne lasy, zapach ryb ze smażalni, czuwania na plaży do wieczora
     i obserwowania fal:) Chcę już wakacje:*
10. Ulubiony przedmiot w szkole?

      Tutaj moim faworytem jest angielski, polski i historia:) Jednogłośnie przegłosowane,
      mam umysł humanistyczny:)
11. Co robisz w wolnym czasie oprócz pisania?

      Ojej, ciężkie pytanie:) Bazgrolę w moim zeszyciku, trochę pomaluję, pośpiewam, pogram
      na gitarze, powkurzam rodzeństwo (:D)... Lubię też czytać książki, które potrafią
      natchnąć do pisania i przywrócić człowiekowi wenę<3

Mam nadzieję, że uporałam się z odpowiedziami na pytania:)


Pytania, które zadaję nominowanym:
1. Ile masz wzrostu?
2. Jakie jest twoje najfajniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
3. Twój ulubiony owoc.
4. Czy masz jakieś niespełnione marzenie??? Jeśli tak, to dlaczego.
5. Najbardziej znienawidzony przedmiot w szkole i dlaczego właśnie on.
6. Jakie jest twoje motto życiowe, którym kierujesz się na co dzień?
7. Czy masz rodzeństwo, jak tak, to kogo?
8. Wymarzony dzień, jaki chciałabyś spędzić.
9. Jeśli miałabyś wziąć ślub z jakąś sławną gwiazdą, z kim??? I kogo zaprosiłabyś na wesele?
10. Największa wpadka, jaka przydarzyła ci się w życiu.
11. Czy masz jakąś radę, dla osób, które czytają, to co piszesz??? Jeśli tak, to jaką?



Blogi, które nominuję: 
1. All That Matters autorstwa skybells.
2. I feel and I need autorstwa Dirty Lou.
3. The Way You Make Me Feel autorstwa Mała Mi.
4. First Forbidden Love autorstwa Malinowa Rose.
5. Dark Prince autorstwa Pacia Zneks.
6. Change autorstwa Hug Horan.
7. Sorry, I love you. autorstwa Klaudia K.
8. Solitary - Niall Horan Fanfiction autorstwa perra.
9. Chocolate Potato autorstwa DlaCb Agniecha.
10. Variable autorstwa Magda Lena i Curly Angel.
11. Prisoners of Death autorstwa Alexxa.

To chyba ode mnie tyle:)
Nowego rozdziału spodziewajcie się na weekendzie :)
Dodawajcie się do obserwatorów:* To wiele dla mnie znaczy<3
Do zobaczenia,
Natka99<3
 

piątek, 2 maja 2014

Blog Miesiąca: Maj!!! (Notka edytowana, przeczytaj proszę jeszcze raz)

Kochani, przychodzę dzisiaj do was z dobrymi informacjami!
Zostałam nominowana do 2 blogów miesiąca: MAJ!!!
Rany, jak się cieszę!:D
Pierwszą nominację dostałam na Spisie Fanfiction
a drugą na Spisie Blogów 1D

Jeśli czytacie mojego bloga, to wchodźcie na te strony, i głosujcie w ankietach, po bokach:)
Na pierwszym spisie, po lewej stronie, a na drugim po prawej:)
To dla mnie bardzo ważne, więc jeśli czytacie moje wypociny, i w jakiś sposób podobają wam się, to oddawajcie głosy:) Będę wdzięczna za każdy:D
Głosowanie trwa jeszcze przez długi czas, jakim jest miesiąc, dlatego proszę was o GŁOSOWANIE!!!

Korzystając z faktu, że dodaję dzisiaj posta, informuję was, że założyłam zakładkę, z zapowiedziami rozdziałów, w której jest zapowiedź rozdziału 8, a sam rozdział, powinien pojawić się w najbliższej przyszłości:) Założyłam wraz z współautorkami 2 nowe blogi, do których linki podam wam niebawem:D Gdybyście jednak, już chcieli na nie wejść, to odwiedzajcie mój profil:)
To chyba na tyle:) Jeszcze raz proszę was o głosy w ankietach<3 Każdy się liczy:*,
Natka99<3

(P.S. Mój wujek stał mi za plecami i prosił, żebym o nim napisała w tym poście, więc o nim piszę:P Przy okazji: pozdrowienia dla niego:))
(P.S.2 link na nowego bloga: http://science-can-sometimes-easy-fanfiction.blogspot.com
Liczę, że wejdziecie i skomentujecie!!!:D)

sobota, 19 kwietnia 2014

07: "Oj, zamknij się podświadomości!"

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!

Kochani, dziękuję wam bardzo, za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem!:)
Szczególnie za jeden, który dał mi ogromnego kopa w tyłek;)
Zachęcam do komentowania, dodawania się do obserwowanych (po prawej stronie), zaglądania w zakładki, i zadawania pytań bohaterom:)
MIŁEGO CZYTANIA!!!
(P.S. Dacie radę dobić do 10 000 tysięcy wyświetleń, zanim pojawi się następny rozdział??? Zrobicie to dla mnie, na poprawę humoru???:))





~Louis~
Złapałem opadające bezwładnie ciało, nieprzytomnej dziewczyny. Dopiero teraz doszło do mnie, co ja najlepszego zrobiłem.
"Nie! Nie! Nie! Nie! Idioto! Ona nie może umrzeć! Co im pokażesz?! Pokaleczonego trupa?! Geniusz z ciebie, nie ma co!!!"
W swoich ramionach trzymałem umierającego człowieka! Znowu! Czemu ja zawsze robię, zanim pomyślę?!
"Nie no! Tomlinson, ty masz wyrzuty sumienia!" - nie prawda! No..., może trochę...
Ale, kto by nie miał, widząc pokaleczoną, niewinną nastolatkę, która leży cała we własnej krwi?!
Jej powieki były zamknięte, jakby kryły za sobą, jakąś tajemnicę, nie chciały czegoś pokazać i czegoś widzieć.
Usta miała lekko rozchylone, po jej dolnej wardze płynęła czerwona ciecz. Miały bardzo ładny kształt....
"Ciekawe, jakby to było je pocałować..." - STOP
Louis, o czym ty myślisz?!
"Jak to, o czum? O Elizabeth Carter!" - dlaczego o niej myślę?
Przeniosłem wzrok z powrotem na jej twarz. Z czerwonych ran, na jej policzku, lała się krew. Jej klatka piersiowa unosiła się nieznacznie, z wysiłkiem.
- Lizzie, obudź się! - jęknąłem, a głos mi się załamał. - Lizzie, nie rób mi tego! Nie giń, jak Lottie!
Jedną rękę położyłem na jej karku, a drugą włożyłem pod jej kolano i wyniosłem do salonu. Zdziwiłem się faktem, że była lżejsza, niż mi się wydawało...
- Pomocy! - z rozpaczą, wydusiłem z siebie zdanie. Chłopaki, jak na zawołanie przybiegli do pomieszczenia.
- Louis! - oskarżycielsko krzyknął Harry.
- Co... - udawałem, że nie wiem, o co mu chodzi.
- Jeden dzień!! Nie mogłeś wytrzymać z nią przez jeden dzień! - dokończył Niall, przerażony widokiem El. - Jezu, coś ty jej zrobił?! - wykrzyknął, delikatnie odgarniając włosy z jej czoła.
- Harry, ty na medycynie byłeś! Zrób coś! - warknąłem zniecierpliwiony, kiedy wystraszeni patrzyli na nastolatkę.
- Tommo... - wydusił z siebie Lokowaty. - Wiesz przecież, jak się ta moja "medycyna" skończyła. - zrobił cudzysłów w powietrzu i spuścił głowę.
- A kto nie wie?! - mruknął zestresowany Zayn. - Kiedy po raz 10 spóźniłeś się na zajęcia, i zacząłeś tłumaczyć, że starszą panią przed uduszeniem ratowałeś (znowu), to profesorka wyleciała za tobą z brudną szmatą, i krzyczała... - zaciął się i przygotował do udawania damskiego głosu. - "Zjeżdżaj stąd nieuku, diable wcielony jeden! J więcej nie wracaj!" - dokończył, przewracając oczami, w geście podirytowania.
- Chłopaki, ogar! - krzyknął w pewnym momencie, spokojny do tej pory - Niall. Spojrzałem na niego zdziwiony wybuchem. - Louis, połóż ją na kanapie! Zayn, znajdź apteczkę, bo w niej powinny być bandaże..., a ty... Harry..., nie plątaj się pod nogami, nieuku... - gdy to powiedział, zachichotał, na co Hazza fuknął pod nosem.  - Dobra, możesz przynieść wodę utlenioną i najlepiej opaskę uciskową. Louis...  - zwrócił się do mnie, gdy położyłem Liz, we wskazanym wcześniej miejscu. - Przynieść dla niej jakieś świeże ciuchy, najlepiej luźne...
- Dobra. - mruknąłem. Nie miałem siły się z nim spierać.
- Nie skończyłem! Znajdź dużą, plastikową miskę, nalej do niej wody, najlepiej lodowatej, no.., w każdym razie, przynajmniej zimnej..., znajdź jakąś ścierkę, czy coś takiego, żeby jej zrobić okłady, bo może mieć gorączkę..., i ...
- Co jeszcze?! - warknąłem zniecierpliwiony.
-... Módl się za nią... - szepnął cicho. - Bo przy takiej ilości utraconej krwi, nie ma szans, żeby przeżyła, chociażby pół godziny. - popatrzył na mnie smutno, po czym wziął rzeczy przyniesione przez mulata. Popatrzyłem krzywo na szatynkę, po czym ociężale wczłapałem się na piętro. Nie podobał mi się fakt zostawiania jej samej z nimi. Bo ja jej mogłem pilnować, żeby nie zrobili El nic złego, a teraz? Co, jeśli wezmą i zadźgają ją nożem?!
"Serio?! Oni zadźgają?! Tak ją chroniłeś, że aż zabiłeś, mądralo!" - uspokój się Louis, to tylko głupi głos w mojej głowie. On nic nie znaczy. Kłamie.... Kogo ja oszukuję?! To ja okłamuję sam siebie!
Kopnąłem drzwi do mojego pokoju, podszedłem do szafy, i wyjąłem z niej moją ulubioną koszulkę z napisem "The Killers" i dresowe spodnie. Przeszedłem do łazienki, i zacząłem wlewać wodę, tak, jak mówił Nialler. Usiadłem na brzegu wanny, oparłem łokcie o umywalkę, a twarz schowałem w dłoniach, starając się opanować bicie swojego serca.
Nie po to ją porwaliśmy, i obecnie jesteśmy ścigani przez policję na niemalże całym świecie, żeby nam umarła. To popsuje wszystko!
"Serio, Louis, serio?! Czy tobie, na pewno chodzi o ten okup? Bo teraz mam wątpliwości....". - zamknij się, umyśle!
"Miska, Louis! Miska!" - jaka miska? Boże, miska!
Gwałtownie się odwróciłem, i wyłączyłem wodę. Z potrzebnymi rzeczami, zszedłem na dół, i gdy już miałem wchodzić do salonu, stanąłem, jak wryty. Uwijali się przy niej, za rozkazami poddenerwowanego Niall'a, jak prawdziwi lekarze.
- O, Louis, jesteś! - wykrzyknął blondyn, podbiegając do mnie, i gwałtownie biorąc mi miskę, przez co oblał, i siebie, i podłogę wodą. Zaśmiał się nerwowo pod nosem, i popędził do dziewczyny. Ja nadal stałem z tyłu, i przyglądałem się, co oni najlepszego wyprawiają.
Blondyn kucnął obok dziewczyny, i delikatnie starał się odwinąć koszulkę Liz, aby przemyć ranę, co wbrew pozorom, okazało się, dość trudne, ponieważ krew zlepiła materiał z ciałem. Zamoczył ścierkę w wodzie, i lekko, aby nie podrażnić rany, przemywał rozcięcie w brzuchu, jednocześnie wydając rozkazy chłopakom:
- Zayn, znajdź jakiś kawałek materiału, i przemyj jej ręce, Harry to samo, tylko twarz, i nogi. Lo.... - przyłożył materiał, tym razem, nasączony wodą utlenioną. Chciał dokończyć, ale pomieszczenie wypełnił, tak przeraźliwy krzyk bólu, że zdziwiony się odsunął.
- Lizzie, w porządku? - zapytał zaskoczony blondyn. Przyłożył rękę do jej czoła. - Masz gorączkę..., Lizzie, słyszysz mnie? - zapytał, i odwrócił trzęsącą się dziewczynę w swoją stronę. Chwilę popatrzył w jej oczy, po czym odwrócił się do nas. - Nie słyszy nas. Widzi, ale nie słyszy. Jest w amoku, ale odczuwa ból. To dobrze, bo wiemy, że ma czucie.... - chciał powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mu pisk dziewczyny. - Zayn przynieś jakieś tabletki przeciwbólowe, ale szybko! Najlepiej o silnym działaniu! - krzyknął, po czym usiadł na skraju sofy. - Lizzie, słuchaj! Może cię boleć, ale musimy zatamować krwawienie! - przyłożył wodę utlenioną do rany. Nastolatka krzyknęła, i zaczęła się wyrywać. Malik przybiegł z czymś, co w moim rozumowaniu, po prostu ją otumani, i podali jej. Chwilę zajęło, zanim to połknęła, ale opłacało się. - Przytrzymajcie ją! Trzeba jej założyć opaskę uciskową! - krzyczał. Harry i Zayn złapali ją, żeby się nie wierzgała. Na jej czole wystąpił pot. Bolało ją, i to było widać....
- Nie mogę.... - jęknąłem cicho, i patrzyłem na piszczącą z bólu Elizabeth. Niall założył jej to coś na brzuch, i powiedział chłopakom, żeby ją puścili. Dziewczyna zanosiła się tak głośnym płaczem, że miałem wrażenie, że ją w Irlandii usłyszeli.

Chłopaki usiedli na fotelach, a Niall, klęczał przy dziewczynie i mówił jej coś na ucho. Nie wiem, czemu, ale na ten widok, coś zakuło mnie, w miejscu, gdzie znajduje (a przynajmniej powinno znajdować się) serce.
Niezauważony wyszedłem z budynku, trzaskając drzwiami. Usiadłem przy wejściu, między dwiema kolumnami, i patrzyłem na ogród. Po chwili mój wzrok przykuły czerwone róże. Dziwne, ale wcześniej ich tutaj nie zauważyłem.
Wbrew wszystkiemu co działo się wtedy w mojej głowie, podszedłem do krzaków i zerwałem jedną. Zaciągnąłem się słodkim zapachem i powróciłem na swoje miejsce, w dłoniach obracając intensywnie pachnącą roślinkę.
Lottie uwielbiała te kwiaty. Zawsze, jak głupia, cieszyła się, gdy je dostała.
Na jej pogrzebie, każdy przyniósł jakąś różyczkę.
Nie wiem czemu, ale patrząc na nie, czuję, jakby ona tu była i czuwała nade mną.
Potrząsnąłem głową, chcąc wybić sobie z niej siostrę.
- Louis... - usłyszałem cichy szept Niall'a, po czym usiadł obok mnie, i również zaczął się patrzeć na krzewy różane.
- Co tam, lekarzu? - spytałem i starałem się uśmiechnąć, ale kiepsko mi to wyszło.
- Mogę cię o coś zapytać? - zaczął niepewnie.
- Jasne.... - mruknąłem, nie odrywając wzroku, od zdradliwego kwiatu, znajdującego się w moich dłoniach.
- Przeszkadza ci fakt, że jej pomogłem? - W sensie, że..., no..., rozumiesz.... Przejąłeś się faktem, że mogła zginąć.... - zająknął się, ale nie zrezygnował z dążenia tematu.
- Zabiliśmy już tyle osób, z zimną krwią, że jedna, w tą, czy w tamtą, nie robi różnicy.... - odpowiedziałem, chcąc uniknąć dalszej rozmowy.
- Ale nie chciałeś, żeby zginęła.... - powiedział blondyn, i wyrwał kwiatka z mojej dłoni.
- Tylko, dlatego, że Lottie....
- Lottie, to jedna osoba, Elizabeth - to druga! - krzyknął, przerywając mi . - Lou, wiesz przecież, że nie wolno żyć przeszłością! Sam tak mawiasz! I wydaje mi się, że jej podobieństwo do Lotts, ma coraz mniejsze znaczenie!
- Czy ty próbujesz mi coś zasugerować?! - syknąłem, i z wściekłością spojrzałem na blondyna.
- Nie! Ale, kiedy się w niej zakochasz, to nie przyłaź do mnie, z błaganiem, żeby jej nie zabijać, bo ja ci wtedy nie pomogę! A dobrze wiesz, że zabić ją musimy! - krzyknął Nialler i poczerwieniał ze złości.
- Ja?! Ja miałbym się zakochać, w takiej rozpieszczonej....
- Dokładnie! - chłopak przerwał mi po raz kolejny, nie dając mi dojść do słowa.
- Chyba w snach! - krzyknąłem. Jeszcze chwila i wybuchnę!
- Twoich? - zapytał blondyn śmiejąc się głośno.
- Naprawdę chcesz mieć podbite oko?! - warknąłem.
- Ja, mogę, ale następnym razem, kiedy chcesz się na kimś wyżyć, to omijaj ją szerokim łukiem, bo kolejnego razu może już nie przeżyć! - dokończył, i wszedł do domu. Westchnąłem głośno, pokręciłem głową, i poszedłem w ślady blondyna.

Pierwsze, na co zwróciłem uwagę, była śpiąca Lizzie. Na jej widok, od razu się uspokoiłem. Mimo wszystko, nie chciałem, żeby znowu zarzucili mi, że przeze mnie nie dostaniemy okupu. Usiadłem na stoliku, i patrzyłem na jej idealną twarz. Oddychała niespokojnie, przerywanie, trzęsła się, a jej czoło, pokrywały liczne kropelki potu. Delikatnie odgarnąłem grzywkę z jej twarzy, i poszedłem do kuchni, aby zrobić jej zimny okład na głowę. Była rozpalona, i to bardzo.
Wróciłem, i przyłożyłem szmatkę nasączoną zimną wodą, do jej twarzy. Nie rozumiałem, dlaczego, skoro, cała była rozgrzana, szczękała zębami z zimna. Odłożyłem ocieplony już materiał, i przyglądałem się dziewczynie, myśląc, co podać jej na zbicie gorączki.

Po chwili zauważyłem, że lekko otworzyła oczy. Wyobrażałem sobie, ile musiało ją to kosztować wysiłku, biorąc pod uwagę, stan, w jakim się znajdowała. Odsunąłem się, aby jej nie wystraszyć. Patrzyła na mnie tymi swoimi dużymi oczami. Z resztą, ja robiłem to samo. Niedługo potem, w jej oczach pojawiły się łzy, które znalazły ujście na policzkach. Bez zastanowienia rzuciłem się w jej stronę. Z przerażeniem odsunęła się, i chyba chciała się skulić, czy zwinąć w kłębek, ale chyba przypomniała sobie o ranie, bo pisnęła z bólu.
Nie namyślając się dłużej, wziąłem drobne ciało Liz, w swoje ramiona, starając się, nie uszkodzić jej rany, i lekko ją kołysałem.
- Louis.... - jęknęła cicho, patrząc przed siebie. - Wierzysz, że...
- Ćsiii.... - szepnąłem. - Nie powinnaś nic mówić! - powiedziałem. Szczerze, to nabrałem ogromnej ochoty, uderzenia lub rozwalenia czegokolwiek. Nie umiałem być delikatny, czuły, i chociażby, troskliwy, więc ktoś, kto mnie znał, lub ma podobnie, to wie, przez co przechodziłem. Nachyliłem się nad nastolatką, i kciukiem starłem łzy, które, mimo wszystko, nadal się nie kończyły. Po wykonaniu tej czynności, pocałowałem ją delikatnie w kąciku oka.
- Loui.... - zaczęła, ale nie dałem jej skończyć:
- Ćsiii! Czy to takie trudne?! - lekko się zdenerwowałem, ale nie chciałem, dać tego, po sobie poznać. - I..., nie płacz więcej! - lekko się uśmiechnąłem. - Przynajmniej teraz! - dodałem ciszej.
- Ale..., to boli! - pisnęła cicho, i przeniosła swoje pełne bólu spojrzenie na mnie.
- Wiem, że boli, ale już niedługo i przestanie. - powiedziałem ze spokojem, nie patrząc jej w oczy.
- Ch-ch- chcesz mnie zabić, prawda? - wyjąkała słabo, a jej wzrok wypalał we mnie dziurę.
- Muszę. - uciąłem i nic więcej nie powiedziałem. Czy chciałem ją zabić? Nie, oczywiście, że nie! W końcu była jedynym znakiem przypominającym mi Lotts. Ale musiałem i tego byłem 100% pewny. Nie mogłem pozwolić, aby ta mała pisnęła choć słówko na naszą niekorzyść! Bo to, oznaczałoby nasz nieunikniony koniec! A tego, na pewno, w tej chwili do "szczęścia" nie potrzebowałem.
Między nami zaległa chwila ciszy. Tak naprawdę, to nie rozumiałem swojego zachowania. Dlaczego, tak jej pomagam?! Dlaczego wszyscy jej, tak pomagamy?! Jest naszym więźniem, a my bawimy się w pierwszą pomoc! Ukradkiem spojrzałem na przymknięte powieki dziewczyny. Bała się. Bała się, i widać to było po jej postawie. Ale to dobrze, bo chyba ma się mnie bać, prawda?
Kciukiem przejechałem po delikatnej skórze jej podbródka, potem po policzku, a w końcu po dolnej wardze. Gdy to zrobiłem, Liz, jakby się spięła, a następnie odwróciła głowę.
- Możesz mnie puścić?! - syknęła ze złością, ale i bezradnością, ukrytą głęboko w jej głosie.
- Hmm..., niech się zastanowię.... - specjalnie przeciągnąłem ostatnie słowo. - Nie! - mruknąłem, i rozciągnąłem swoje usta w szyderczym uśmiechu.
- Proszę.... - jęknęła słabo.
- Nie! - uciąłem jej prośby, i zmusiłem do zamknięcia się. Między nami znowu zaległa ta denerwująca - cisza, przez którą dostawałem kręćka.
- Chcesz pić?! - zapytałem surowo, chcąc przerwać milczenie. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Oho! Fochy, jej się zachciało strzelać! Chyba nigdy nie zrozumiem bab!
Położyłem dziewczynę na fotelu, a sam wstałem, i udałem się do kuchni, w celu przyniesienia jej wody. Oparłem się o blat i ciężko westchnąłem.
Czy Niall mógł mieć rację, w trakcie naszej rozmowy? - to pytanie nie chciało wyjść z mojej głowy. Bo, niby z jakiego powodu, ja, nieczuły, Louis Tomlinson, zabijający i znęcający się nas ludźmi, jak popadnie miałbym coś poczuć, do tej wrednej, pyskatej, rozpieszczonej, "wszechwiedzącej" smarkuli, która zawsze musi postawić na swoim, bo, jak nie, to powie mamusi! Przemądrzała jędza!
"Tak, Tommo, jędza, ale taka, która ładnie pachnie szamponem truskawkowym, jest delikatna i krucha, ma rysy anioła, i..., potrafiła ci przebaczyć mimo krzywdy, jaką jej wyrządziłeś. Czyżby była jedną z niewielu osób, które dostrzegły w tobie, odrobinę dobra?"
Brrr.... Potrząsnąłem głową, usiłując odgonić od siebie te myśli. Ja, dobry?! Na pewno nie w tej, alternatywnej rzeczywistości!
"Lottie, też widziała w tobie, to dobro, którego nikt inny nie raczył zauważyć!" - teraz, to już się zdenerwowałem nie na żarty. Z całej siły, uderzyłem pięścią w blat, po czym wróciłem do salonu. Lizzie, leżała z zamkniętymi oczami, i spokojnie oddychała. Lekko uniosłem jej głowę, ku górze, aby po chwili wlać do jej ust przeźroczysty płyn. Mimo, że wyglądała, jakby już spała, to łapczywie pochłaniała każdy łyk.
"Po całym dniu bez wody, musiało jej się chcieć pić!".
Hmm..., no tak..., UPS? Każdy w końcu może zapomnieć....
Kiedy wypiła już całą szklankę, odstawiłem naczynie na stolik, i nakryłem ją kocem. Usiadłem na dywanie, opierając się o stolik, i zastygłem w bezruchu, skanując Elizabeth od góry do dołu. Chyba musiała się zorientować, że na nią patrzę, bo po chwili otworzyła oczy, ze zdziwieniem obserwując, co ja najlepszego wyprawiam. Teraz obydwoje przyglądaliśmy się sobie, aż w końcu zebraliśmy na odwagę, żeby spojrzeć sobie prosto w oczy. Ta świeża zieleń w jej tęczówkach, była tak niezwykła, że trudno było skupić się na czymś innym poza nią. Przez moją twarz przemknął niezauważalny uśmiech, ale zniknął, równie szybko, co się pojawił.
O, nie! Niall nie może mieć racji! Ja nie mogę się w niej.... Zaraz, moment! Przecież ja nie umiem kochać..., i być dobry dla innych! A zaczęliśmy się zachowywać, jak niańki do jakiś bachorów!
- Już lepiej się czujesz?! - zapytałem z udawaną troską, i poderwałem się na równe nogi.
~Elizabeth~
Wystraszona nagłym zachowaniem chłopaka, lekko się wzdrygnęłam. I teraz osoby, które twierdziłyby, że on wcale nie jest zmienny, pomyliłyby się..., jak ja!
- Bo teraz chwila dobroci dla bezużytecznych śmieci, się skończyła!
"Auć! Bolało!" - nie pozwolę się obrażać! A tym bardziej przez niego! Jeśli dąży do rozzłoszczenia mnie, to udało mu się! To się nazywa: WOJNA!!!
- Oj, biedactwo, czyli już nie masz na co liczyć, skoro mówisz, że chwila dobroci się skończyła! - wypaliłam bez zastanowienia. I w tym momencie miałam ochotę uderzyć się klocem w twarz. Ale, co ja poradzę, że mam niewyparzony język?
W ciszy z jedną brwią uniesioną do góry, obserwowałam chłopaka, a to, co zobaczyłam, i co z tego wywnioskowałam, nie wróżyło niczego dobrego.
Jego szczęka mocniej zacisnęła się, a usta przybrały kształt prostej kreski. Jego mięśnie napięły się, dłonie uformowały w pięści, i miałam wrażenie, że jego kostki u palców pobielały pod wpływem ucisku.
Ale nie to było najgorsze! Najgorsze były oczy. Oczy, które teraz były niemal zupełnie czarne! Ostatnio, kiedy miały taką barwę, o mało nie umarłam! No chyba, że umarłam..., ale oni jeszcze żyją, i nie mogli by być, tam, gdzie j, bo są znacznie gorsi ode mnie!
- A, więc tak sobie pogrywasz! - wysyczał, zwinnie przesuwając się do mnie. - Niech tak będzie! - stanął naprzeciwko mnie, i pewnie w głębi cieszył się, że ma nade mną przewagę. Ale, co ja mogę wiedzieć? Nikt nie odgadnie umysłu tego człowieka, a ja nie jestem wyjątkiem!
W jednej chwili chłopak złapał mnie za ramię, i rzucił mną o ścianę. Jęknęłam z bólu, a do oczu napłynęły mi łzy.
- Proszę bardzo panno Carter, ale gramy w moją grę! I to ja rozdaję karty! I w sekrecie powiem ci, że mam asy w rękawie! A ty? Ty nie masz nic. Jesteś nic nie wartą, głupią....
- Mylisz się! Mam coś, o czym ty nie masz pojęcia! Nadzieję! Ale za głupi jesteś, żeby to pojąć! - przerwałam mu z krzykiem.
- Nadzieję? - prychnął. - A co ci niby da nadzieja?! No proszę? Uwolni cię? Nie sądzę! Zapewni amnestię? Za żadne skarby! Uchroni cię, przed nowymi ranami w twojej kolekcji?! Nigdy! Nawet jeśli byłabyś ostatnim człowiekiem na ziemi, to wtedy rozszarpałyby cię dzikie zwierzęta! - podniósł ton głosu, chyba do granic możliwości. Przybliżył się do mnie, uważnie, ale z kpiną mi się przyglądając.
- Jesteś w błędzie! Wiesz, ile osób, nadzieja utrzymała przy życiu?! Wiesz?! Wiesz, ilu ludzi zmotywowała, do nie poddawania się?! Nie wiesz?! A to nowość! Bo z durnoty nie da się wyleczyć! - krzyknęłam, i odważyłam się spojrzeć w jego całkiem czarne oczy.
- Ja?! Ja jestem durny?! A ty niby kim jesteś?! Rozpieszczona, niewychowana, chamska, pyskata, córunia, która myśli, że skoro ma bogatych rodziców, to pozjadała wszystkie rozumy! - przybliżył się jeszcze bardziej, łapiąc miejsce niedaleko obojczyka, i podnosząc mnie z ziemi, tak, że teraz "stałam" z nim twarzą w twarz.
- Nic o mnie nie wiesz! - warknęłam. Byłam wściekła! Na jakiej podstawie, ma prawo mnie oceniać?! - Zresztą sam nie jesteś lepszy! Wychodzisz z założenia, że wszyscy muszą ci się podporządkować,  bo, jak nie, to wpadasz w furię!
- Co jeszcze? - dodał przesłodzonym głosem.
- Debil. Po prostu debil! - mruknęłam cicho, znudzonym głosem, jakby sama do siebie, po czym zauważyłam, że moje paznokcie są bardzo interesujące. W pewnej chwili, zostałam, wraz z całą jego złością przyciśnięta do ściany.
- Słuchaj, wszechwiedząca księżniczko! Mam daleko w tyle, co o mnie myślisz! Od dawna jestem uodporniony na takie rzeczy, więc nie robi to na mnie jakiegokolwiek wrażenia! - prychnął pod nosem.
- Doprawdy? - uśmiechnęłam się sztucznie, a moja twarz przybrała szyderczy wyraz. - Każdy człowiek się przejmuje, ale może to ukryć, pod grubą warstwą..., głupoty! - "no, to mu pocisnęłaś, El!"
- Ja nie! - warknął.
- Jesteś tego pewien?! To w takim razie, kim jest ta cała Lottie, dzięki, której jeszcze żyję?! - prychnęłam z kpiną.
- Zamknij się! - jego twarz przybrała jeszcze surowszy wyraz, ale zdradził go głos, który pod koniec mu się załamał.
- Ups! Nadepnęłam ci na odcisk? - powiedziałam, sprawiając wrażenie obojętnej. Jednak w głębi, tak bardzo się bałam, że aż przestałam zauważać swój strach.
- Zamknij się! - powtórzył, tylko teraz bardziej stanowczo, i mocniej przycisnął mnie do zimnej ściany.
- Bo c.... - chciałam dokończyć, ale nie dane mi to było, bo chłopak gwałtownie wpił się w moje usta....
Jego wargi miały posmak mięty....
"Zaraz, zaraz, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co właśnie robisz?! Myśl trzeźwo! El, masz natychmiast przestać!"
Oj, zamknij się podświadomości!

"Chcę ukryć prawdę
Chcę cię ochronić
Ale przed bestią w środku
Nie mamy gdzie się ukryć
(...)
Kiedy poczujesz moje ciepło
Spójrz w moje oczy
Tam kryją się moje demony
Nie podchodź zbyt blisko
Tam jest ciemno
 Tam kryją się moje demony
(...)
Nie chcę cię zawieść
Ale jestem związany z piekłem
Jednak, to wszystko jest dla ciebie
Nie chcę ukrywać prawdy
(...)
Twoje oczy lśnią tak jasno
Chcę ocalić ich blask
Nie mogę teraz stąd uciec
Dopóki nie pokażesz mi jak"
                                       Imagine Dragons "Demons"
Hejka, nie mogę uwierzyć, w to, że w końcu dodałam ten rozdział, bo szczerze mówiąc dość długo się z nim męczyłam, a samą końcówkę musiałam pisać drugi raz, ponieważ moja siostra stwierdziła, że jest, uwaga, uwaga, cytuję: "NĘDZNA"! Nie ma to, jak wspierać człowieka:I Ale, że jej zdanie, odnośnie moich opowiadań, wiele dla mnie znaczy, zmieniłam bardzo duuuużo....:) Następny rozdział POSTARAM się dodać szybciej, ale nie mam pojęcia, kiedy:(
Jak, widzicie, w blogu zaszło dużo zmian, poczynając od szablonu, kończąc na linku:) Bardzo przepraszam za kłopot wszystkich czytelników;) (P.S. Ale musicie uzbroić się w cierpliwość, bo szablony raczej będę zmieniać:P Wybaczycie mi to? Szukam idealnego....:D)
A, teraz ta ważna sprawa, którą, kieruję do pewnego "WIELCE MIŁEGO" i etc. Anonima:
Dnia 30. 03. 2014r. pewien ktoś, dodał pod postem: 1500 wyświetleń, komentarz, w którym "prosił" o dodanie rozdziału, nie wiedząc czemu, bo rozdział pojawił się 24.03.!!! A poza tym, mój drogi/moja droga, uważam, że powód, dla którego dostałam szlaban, powinien być ostatnią rzeczą, która powinna cię interesować! Nie chcę być niemiła, ale czytając twojego komentarza, naprawdę zrobiło mi się przykro;( Nie chcę cię hejtować, bo nie o to mi chodzi, po prostu, przez twój komentarz zrobiło mi się tak smutno, i dostałam takiego wstrętu do dodawania czegokolwiek, że nie jestem w stanie tego opisać. :( Ale, jeśli już tak bardzo ci na tym zależy, to dostałam go, bo chciałam WAM dodać, tego posta!;c I to sprawiło, że to, co zostało napisane, było tak przykre:( Następnym razem zastanów się, czy to, co piszesz, kogoś nie zrani.... Bo mnie zraniło:( Wiem, na pewno nie miałeś/-aś niczego złego na myśli, ale serio to zabolało:(
A, tak z innej beczki.... Widzieliście You&I??? Kochamm<3 Moja rodzina to kocha..., mój tata kocha ten teledysk:D Szkoda, że nie pobiliśmy rekordu na YT:(
Dobra, to chyba tyle, już nie zanudzam, bo w sumie i tak nikt tego nie czyta:(
Natka99<3